Plwam na Włatcuf Muh

Rzadko kiedy jestem zaciekłym wrogiem jakiegoś zjawiska popkulturowego. Przeważnie wystarcza mi postawa „zmień pieprzony kanał” – zamiast skarżyć się na to, jak głupie rzeczy nadają na kanale A, oglądaj kanał B, albo w ogóle wyłącz telewizor.
Przez komentarz MRW dotarłem jednak na bloga Kamila Śmiałkowskiego i przypomniałem sobie o naszej festiwalowej rozmowie o serialu, który dla mnie należy do tych nielicznych wyjątków.
Wyjątek zaczyna się tam, gdzie chodzi o dobro dzieci – które dokonują popkulturowych wyborów jednak nie do końca świadomie. Dzieci, jak wiadomo, najłatwiej przyciągnąć wulgaryzmami i skatologią. Wystarczy powiedzieć Brzydki Wyraz, a już ośmiolatkowie będą się śmiać.
Dorośli przeważnie mają zbyt dużo klasy, żeby na większą skalę eksploatować to biznesowo. Zabrakło jej niestety panu Bartoszowi Kędzierskiemu, który cały swój biznesplan zbudował na mówieniu dzieciom „kurwa”.
Hipokryzja tego kolesia – i jego biznespartnerów ze SPI Film Studio – budzi moje obrzydzenie, które pozwolę tu sobie dokładniej uzasadnić. Oficjalnie „Włatcy Muh” są skierowani dla dorosłych. Tutaj pan Kędzierski usiłuje się schować za precedensem stworzonym przez znane seriale animowane o dzieciach nie dla dzieci, jak właśnie „South Park”.
Tylko że firma SPI reklamuje ten badziew trailerem dołączanym do swoich filmów kierowanych dla dzieci, jak „Asterix na Olimpiadzie”. Do dzieci kierowany jest merchandising, od pluszowych przytulanek po badziewny wyrób komiksopodobny.
Przede wszystkim jednak kto ogląda „South Park” ten wie, że nawet dziecko przyciągnięte przed ekran wulgaryzmami szybko straci zainteresowanie, bo fabuła kierowana jest do dorosłego odbiorcy – który np. będzie wiedział, kto to jest Barbara Streisand. Albo na tyle już zna na pamięć schematy fabularne filmów typu „Łotewer Żywych Trupów”, że rozśmieszy go ich pastisz w odcinku o inwazji bezdomnych na South Park.
„Włatcy Muh” celowo unikają komplikowania fabuły tak, żeby coś tu było niezrozumiałe lub zbyt złożone dla ośmiolatka. Dlatego chociaż same postacie pan Kędzierski zerżnął z „South Parku” (np. zamiast śpiewającego soul kucharza jest śpiewająca bluesa higienistka – och, panie Bartoszu, co za erupcja kreatywności, mam nadzieję, że obwody mózgowe się od tego nie przegrzały?), to już sam fabularny schemat skopiował z typowo dziecięcego „Klanu na drzewie”.
Wybaczyłbym mu i brak finezji w kradzieży cudzych pomysłów i nawet tę wulgarność, gdyby nie błędna ortografia, której ten serial uczy swoją dziecięcą widownię. Dzieci to wzrokowcy – pokazać im błędną wersję, to się jej nauczą.
„Włatcy muh” nie tylko pokazują błędy, ale wręcz wymagają uczenia się alternatywnej pisowni poszczególnych słów. Być może w tym tekście tytuł tego serialu podałem nieprawidłowo, ale jeśli pan Kędzierski myślał, że specjalnie dla niego będę się uczył pisowni jego dennego serialu, to jest głupszy niż go sobie wyobrażam.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz