Wojna starego Psychiatryka z nowym

Teatrzyk Zielony Bajt ma zaszczyt przedstawić opowiastkę hermetyczną – jeśli nie łapiesz aluzji w tytule, nie czytaj.
Włóczykij patrzył, jak jego serdeczny przyjaciel Dozorca Parku usiłował ugasić pożar, który sam rozpalił. Włóczykij przyjacielem Dozorcy Parku? – zawołają ci, którzy znają książki pisane przez pewną powiązaną z partią komunistyczną lewaczkę. Ale to już nie był tamten książkowy Włóczykij. Przeżył duchową przemianę pod wpływem rozmów z Jankesem – zupełnie jak młody człowiek o wyjątkowo inteligentnym obliczu, który właśnie okładał kijem agregat prądotwórczy z okrzykami „a masz, wstrętny kapusiu”.
Pod wpływem tej przemiany sam już nienawidził wszelkiego lewactwa, tak jak wszyscy jego nowi przyjaciele – i swoją autorkę własnoręcznie by oddał jednemu z nich do rozstrzelania, przedtem oczywiście pozwalając im trochę ją polustrować. Niestety autorka nie żyła była.
Włóczykij niewiele rozumiał z tego, co dzieje się na jego oczach. Budynek to pojawiał się, to znikał. Chwilami był Salonem, chwilami Nowymsalonem, chwilami Archiwum Salonu, chwilami Blogmediami a chwilami Errorem 503. Włóczykij czuł się zdziwiony bardziej nawet od Homka.
Dozorca Parku kiedyś mu próbował wytłumaczyć, dlaczego jedynym sposobem na uaktualnienie oprogramowania jest postawienie nowego budynku, ręczne przeniesienie do niego tego co było w starym budynku, a potem zburzenie starego. Trochę Dozorcy Parku nie dowierzał, bo widział już różne serwisy internetowe i nigdzie upgrade nie przebiegał tak idiotycznie.
Ale gdy dopytywał zbyt natarczywie, Dozorca Parku zaczął wykonywać charakterystyczny gest zamawiania pięciu piw – który na dziedzińcu od tygodnia trenowali Prawicowi Publicyści z Grosspolen Abonament Division.
-Moje rozkazy będą odtąd oschłe, a wszelka dyskusja zakazana! – zawołał Dozorca Parku i Włóczykij wiedział już, jak powinna się zachować świadoma swych obowiązków androgyniczna katolicka blogerka pisząca o sobie zwykle w rodzaju męskim.
Podkulił ogonek i poszedł pocieszać szlochającą Panią Łyżeczkę, która ciągle nie umiała się w nowym budynku zalogować.
Niestety, Dozorca Parku dopadł ich i tutaj.
– Łyżeczka? Łyżeczka? Kradną nam łyżeczki! – zawołał, ocierając z ust pianę, zapewne pochodzącą z gaśnicy.
– Ale kto mnie kradnie? – jęknęła Pani Łyżeczka, która z tego wszystkiego rozumiała jeszcze mniej od Włóczykija.
– Blogmedia! Niepoprawni! Tekstowisko! Matkakurka! Wszystkie banery do północy być zdjęte mają, albo zakładnicy rozstrzelanymi będą! – wrzasnął Dozorca Parku i ruszył dalej, okładając gaśnicą wszystkich, którzy mu nieroztropnie weszli w drogę.
– Hura, hura, mam rozwiązanie wszystkich naszych problemów! – zawołał ktoś nagle. Był to Euphorykos, nowy pomocnik Dozorcy Parku, zawdzięczający swoją ksywkę temu, że gadał jak ktoś w euforycznej fazie bipolarki.
Włóczykij zauważył, że Euphorykos przyprowadził nowego kolegę. Był to cieszący się sławą w całym internecie Pinopa – genialny samouk, fizyk teoretyk.
– Ja się bardzo interesuję nauką, a mój nowy kolega ma dla nas rozwiązanie wszystkich naszych problemów – powiedział z dumą Euphorykos.
– Oczywiście! – odchrząknął Pinopa i zaczął wyjaśniać – Swobodna energia, poprzez splątanie dwóch fotonów i trzech elektrin w polu semantycznym, odkrytych niezależnie od siebie przez Experta i prof. Bazijewa, zapewni nam perpetuum mobile i cały Salon będzie odtąd zasilany odnawialną energią orgonowo-psioniczno-geopatyczną.
– Nie jestem pewien, czy to taki dobry po… – zaczął Włóczykij, ale nie dokończył. Bo nagle cały Salon został wessany przez odgromnik energii orgonowo-psioniczno-geopatycznej zainstalowany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz na kolejnym warszawskim skrzyżowaniu.
Kurtyny nie będzie, bo ją też wessało.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz