Biją mnie Francuuuzi!

Z okazji wigilii ważnego święta lutowy ranking od czapy poświęcę zdaniom z francuskich piosenek o miłości. W tym języku jest siakieś takieś je-ne-sais-quoi, że gdy mowa o miłości, odlatuję. Pozwolę to sobie trojako zegzemplifikować.
Joe Dassin to typowy przykład wykonawcy do znajomości którego wstyd się przyznać przed czterdziestką. Śpiewał wyłącznie o miłości. W piosence „Et si tu n’existais pas” znalazło się zdanie, od którego rozpocznę ranking.
Piosenka to niezła czytanka z drugiego okresu warunkowego, bo cały test to wyliczanie co by było z podmiotem lirycznym, gdyby Ona nie istniała (lub On nie istniał – pamiętajmy, że w zachodnich językach nie widać dżenderu rozmówcy, co już Szekspir wykorzystywał do gejowskiego innuendo).

W tej wyliczance autor dochodzi do coraz większych absurdów, zbliżając się w koncu do poziomu warszawskiej vlepki „autobus bez hologramu jest nieważny”. Mówi: „Je pourrai faire semblant d’être moi, mais je ne serai pas vrai”, czyli: „Mógłbym sprawiać wrażenie bycia mną, ale nie byłbym prawdziwy”.
W francuskich piosenkach miłosnych surrealistyczny humor często używany jest do rozładowania obciachu immanentnego balladom typu „Łojeziu Rozstajemy Się I Chyba Się Poryczę”. Tak jest w piosence „Comment te dire adieu”, którą Serge Gainsbourg napisał dla Francoise Hardy.


Punktem wyjścia był utwór „It Hurts to Say Goodbye” z repertuaru niejakiej Very Lynn, znanej skądinąd miłośnikom pewnego lewackiego zespołu. W angielskim pierwowzorze nie ma jednak jajcarstwa Gainsbourga.
W piosence są tylko dwa rymy. Jeden z nich to czysta Częstochowa – z „adieu” („żegnaj”) rymują się „oczy” („yeux”), które z kolei można zrymować na przykład z „chcę” („veux”) albo „lepiej” („mieux”). Słowem – dno banału, ale tym ciekawiej wypada rym drugi.
Jest nim sylaba „Ex”, bo to właśnie swemu Eksowi podmiot liryczny chce powiedzieć „żegnaj”. Gainsbourg wydobywa tego eksa krojąc wyrazy na części i sięgając po zastrzeżone znaki towarowe.
Podmiot liryczny prosi na przykład o eks/plikację i ją nawet znajduje. Problem odkrywa w tym, że jego serce wykonane jest z krzemienia („silex”) i dlatego łatwo krzesi ogień. Niestety, serce Eksa zrobione jest z obojętnego na ogień szkła Pyrex (TM).
I tak dochodzimy do mojego ulubionego zdania, w którym podmiot liryczny konstatuje, że do odnalezienia właściwego sposobu na „adieu” brak mu już tylko chusteczki marki Kleenex (TM): „Derrière un Kleenex je saurais mieux comment te dire adieu”.
Trzecie zdanie pochodzi z piosenki zespołu Indochine „J’ai demande a la lune”. Podmiot liryczny pyta w niej Księżyc o to, czy on (lub ona, bo etc.) jeszcze go chce. Księżyc na takie dictum oczywiście traktuje go szyderą i oznajmia, że nie daje latającego faka.

Podmiot liryczny bierze to na klatę i melancholijnie wygłasza zdanie, którym zakończę ten ranking: „Et toi et moi on était tellement sure – et on se disait quelques fois – que c’était juste une aventure et que ça ne durerait pas”. Czyli: „A ty i ja, tacy byliśmy tego pewni – i powtórzyliśmy to sobie parę razy – że to tylko przelotna przygoda, która nie będzie trwać”.
Tak naprawdę podmiot liryczny używa trybu bezosobowego i dosłownie zamiast „byliśmy” mówi „się było”. Sam ten tryb – mam nadzieję – rozumiem, ale nie umiem się nim posługiwać, bo nigdy nie wiem, kiedy to jest na miejscu. Ja bym powiedział „nous étions” i pewnie Księżyc by szydził nie tylko z mojej nieszczęśliwej miłości ale i z mojego fatalnego francuskiego.
W ramach męsją onohabl jeszcze zdanie, w którym zastosowanie tego trybu jest oczywiste, bo zdanie jest proste – dlatego też nie zasługiwało na ranking, bez kontekstu nie jest takie fajne. Kontekstem są narzekania zgryźliwego faceta, że jest mu za gorąco podczas wakacji w Monaco – a przeszkadza mu głupie 28 stopni w cieniu!
W pewnym momencie seksowny kobiecy głos mu przerywa mówiąc: „przestań gadać i pocałuj mnie”. Potem nuci bez tekstu, pozostawiając dalszy bieg wydarzeń naszej wyuzdanej wyobraźni. Na koniec męski głos mówi, wyraźnie odprężony – „on est bien”, czyli bezosobowe „jest wporzo”.
Z okazji obu świąt serdecznie życzę blogokomentatorom i blogokomentatorkom, by mawiali to jak najczęściej równie zrelaksowanym tonem…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz