Efekt Belki


Nie będę chyba odosobniony w swojej niechęci do nowego wynalazku bloxa – belki nawigacyjnej. Od razu moim pierwszym pytaniem było „jak to wyłączyć” i jak tylko znalazłem poradę, od razu się zastosowałem.
Intencją administratorów – na ile ją rozumiem – jest rozkręcenie społecznościowej funkcji serwisu blox.pl. Podobno większość wejść w tej domenie ogranicza się tylko do jednej strony, a administracja chce, żeby użytkownicy skakali sobie z bloga na boga, stąd idea zapraszania ich na „gorące dyskusje”.
Ja akurat społecznościową funkcję swojego bloga rozumiem krańcowo odmiennie. Przez te prawie trzy lata wytworzyła się tu jakaś tam społeczność. Nie mówię, że lepsza czy gorsza niż gdzie indziej, ale jest już zauważalnie inna niż gdzie indziej. I chciałbym, żeby tak zostało.
Belka nawigacyjna sprawiła, że częściej pojawiają się tutaj nowi komentatorzy. Najczęściej nie znający tutejszych zwyczajów, najczęściej nie mający nic ciekawego do powiedzenia – wykasowałem już sporo jednolinijkowych postów będących po prostu reklamą czyjegoś bloga.
Zmusza mnie to do zaostrzenia polityki banującej. Dotąd generalnie najpierw był wybryk, potem ban i dopiero potem ewentualne kasowanie komentarzy pisanych przez osoby usiłujące wyskoczyć z niebytu pod nowym loginem. W obecnej sytuacji muszę stosować zasadę „shoot first, ask later”.
Komentarze, które mi nie odpowiadają, a login z niczym mi się nie kojarzy, będą po prostu kasowane bez dyskusji. Brutalne, przykro mi, ale priorytetem dla mnie jest niedopuszczenie na moim blogu do sytuacji takiej jak na blogach Ewy Milewicz i Dominiki Wielowieyskiej.
To oczywiście nie dotyczy stałych bywalców. A nowi? No cóż, starożytni mędrcy internetu dobrze znają mądrość wyrażoną w starohakerskim dialekcie – „lurk moar”. Clueless Newbie, którego w internecie spotkało coś złego bo za mało lurkał, jest zawsze sam sobie winny.
Belkę nawigacyjną mógłbym u siebie uaktywować pod jednym warunkiem – że w zamian za promowanie cudzych blogów miałbym tam dla siebie marchewkę w postaci pola „ostatnio komentowane na tym blogu”. Albo w ogóle jakąkolwiek marchewkę – samo to, że będę miał większy przypływ n00bów z blogów o piłce nożnej to dla mnie raczej zagrożenie niż zachęta.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz