Plakatowa wpadka: the sequel


Dostałem właśnie kuriozalny email z firmy Kino Świat, rozesłany dziennikarzom jako próba wybrnięcia z twarzą z pijarowej wtopy z plakatem do filmu „Popiełuszko”. Pijarowe wtopy mnie fascynują od dawna zapewne z powodu tego samego szadenfrojde jaki pijarom sprawiają wtopy dziennikarskie, potraktuję to więc blogonotką.
A więc po pierwsze, forma: jaka jest najlepsza forma na zły pijar? Oczywiście email z wordowskim załącznikiem zastępującym treść normalnego maila. Tutaj jako bonus dochodzi kilka ciężkich jotpegów mających stanowić materiał dowodowy w sprawie. Objętość listu dzięki temu przekracza megabajta, co uraduje wszystkich użytkowników smartfonów.
Po drugie – jak na disaster management ten list jest zdumiewająco niechlujny. „Casino Royale” to dla mnie tytuł tak istotny, że od razu robię się wrogo nastawiony do kogoś, kto pisze o filmie „Casino Royal”. Jak można pracować w branży filmowej i robić takie błędy nie na blogu, nie na czacie, ale w piśmie mającym reprezentować firmę?
Po chwili zresztą przyleciało sprostowanie. W oryginalnym liście mowa o plakacie do filmu „Drzazgi” w reżyserii „Macieja Papierzycy”. Sprostowanie: chodzi o Macieja Pieprzycę.

Po trzecie, dochodzimy do meritum. Autorka odniosła błędne wrażenie, że w tej sprawie chodzi wyłącznie o zarzut plagiatu. Stąd te załączniki mające wykazać, że inne plakaty też są do siebie podobne, bo konwencja i tak dalej.
Ale przecież naprawdę nie w tym jest problem. Problem zawiera się w komentarzach z anglojęzycznego bloga moronail – „Polish gay spoof of James Bond films? (…) Does anyone know what the title means? The guy is cute, with a teasing Mona Lisa smile. Yummie!”. Ten plakat po prostu ośmiesza ten film – dla ludzi z zewnątrz, którzy nie wiedzą nawet co oznacza jego tytuł, ten plakat sugeruje campową parodię filmu akcji.
Kino Świat najwyraźniej próbuje zjeść ciastko i mieć ciastko. Przy okazji filmu „Świadectwo” znaleźli swoją niszę ekologiczną, czyli hasło „nauczycielu! nie ma filmu tak nudnego, żeby uczniowie woleli normalny dzień lekcyjny, niechaj więc przyniosą na jutro po piętnaście zyka”.

„Popiełuszko” to dalszy ciąg tego samego biznesplanu, czyli kolejny film szkolnowycieczkowy. Okej, w porządku, wszystko rozumiem, ars est pecunia, nie trzeba mi tego tłumaczyć. Ale jak już się robi coś dla szkolnych wycieczek, to nie można się bawić w frywolne innuendo. ALBO mamy Maję Komorowską po raz 3487 w swoim dorobku grającą udręczoną bojowniczkę o wolność i demokrację, a do tego jeszcze Józefa Glempa w roli Józefa Glempa, ALBO bawimy się w bawienie się konwencją. Inaczej bawić się będzie ktoś inny, drogie Kino Świat – na przykład kolekcjonerzy internetowych śmiesznostek.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz