Pono feat. Dziewoński


Pozwolę sobie na małe postscriptum do tekstu z papierowej „Gazety” o kolekcji Filmoteka Szkolna. Filmoteka sama w sobie zawiera wybór arcydzieł, z których znakomitą większość szanujący się wykształciuch powinien znać. Ale znać to jedno, a przypomnieć sobie na świeżo to drugie – „Eroiki” i „Zezowatego szczęścia” nie widziałem na przykład od czasów studenckich i po raz kolejny przekonałem się, że to genialne filmy. „Z punktu widzenia nocnego portiera” Kieślowskiego to z kolei jest po prostu profetyczna wizja IV Rzeczpospolitej – przecież cały program PiS w sprawie edukacji czy wymiaru sprawiedliwości to po prostu plagiat monologu głównego bohatera!

Ale genialne filmy to jedno (spis jest tutaj), a komentarze to drugie. Na każdej płycie znajdziemy bonusowy „komentarz subiektywny”, przygotowany przez zaproszonego artystę. Są nierówne – chwilami to są po prostu nudne „gadające głowy”. Powiedzmy, Sasnal mówiący o tym, jakie znaczenie ma dla niego magia (duże), albo Szumowska o Hasie (że palił i namiętnie oglądał Fashion TV).
Niektóre jednak robią wrażenie. W ramach swojego komentarza do „Nocnego portiera” Kieślowskiego w rolę takiego kolesia AD 2008 wcielił się Andrzej Chyra – i powstał kapitalny krótki film. Ubawiłem się na kaberetowo-lustracyjnym skeczu „Teczki”.

Do komentarza, z którego pochodzi kadr na samej górze, mam stosunek ambiwalentny. Nie przepadam za hiphopem, zwłaszcza polskim, nie podobał mi się zeszłoroczny przebój lata duetu Sokół featuring Pono. Hiphopowy komentarz Pono do „Eroiki” Munka sam w sobie mi się nie podoba, bo w ogóle nie lubię tej poetyki – ale doceniam śmiałość pomysłu. Dzidziuś Górkiewicz do świata piosenki „W aucie” przecież całkiem nieźle pasuje.
Licealny czy gimnazjalny ambitny nauczyciel – taki, który zna swoją klasę i ma z nią kontakt – może z tych filmów zrobić naprawdę pasjonującą lekcję z dyskusją na najrozmaitsze tematy, od Powstania Warszawskiego po Sens Życia Jako Taki. Nauczycielem na szczęście (dla mnie i dla uczniów) nie jestem, ale gdybym był, to bym się chyba bardzo cieszył z tej inicjatywy.
Choćby dlatego, że – jak za komuny – tych płyt nie da się kupić na wolnym rynku. Trzeba mieć dojście. I oto nagle nauczycielom doszło coś – poza długimi wakacjami i wczesną emeryturą – czego inni mogą im zazdrościć…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz