Polacy wynaleźli kinematograf!

Zwłaszcza w horrorach o kunszcie filmowca świadczy to, czego nie pokazał. Polański nie pokazał dziecka Rosemary, ale internauci potrafią dyskutować do upadłego o tym, jak ten potwór wyglądał.
Podobny trick robi Lars von Trier w „Antychryście”. Pierwsze interpretacje krytyków w Cannes, w tym mojego kolegi Tadeusza Sobolewskiego były niemalże jednogłośne – odebrano ten film jako wyraz nienawiści von Triera do kobiet.
W relacjach z Cannes zaspojlowano ten film do imentu, ja bez spojlowania odniosę się do wyjściowej sytuacji – oto rodzice uprawiają seks i nie zauważają, jak ich dwuletnie dziecko wychodzi z łóżeczka i wypada przez okno. Kto jest winny?
„Jest podejrzenie, że matka widziała niebezpieczeństwo i nie była w stanie przerwać rozkoszy” – pisał Sobolewski i oskarżał reżysera, że w zbyt tandetny sposób próbuje wzbudzić w widzu współczucie „dla swego porte parole – mężczyzny skrzywdzonego przez Kobietę i Naturę”.
Skąd się bierze u Sobolewskiego owe podejrzenie? Na pewno nie z filmu. Bohaterka cały czas miała zamknięte oczy.
Oboje rodzice wykazali się groźnym zaniedbaniem – ale dlaczego właściwie wszystkie oskarżenia kierujemy tylko pod adresem matki? Bo taki jest mizogyniczny stereotyp: jeśli coś się stało dziecku, to na pewno wina matki, nawet jeśli ojciec był w tym samym pomieszczeniu i robił z grubsza to samo.
Jeśli się trzymać ściśle tego, co pokazano i odrzucić mizogyniczne stereotypy, wymowa filmu jest jednoznaczna – za wszelkie zło odpowiada tutaj mężczyzna. Trudno mi uzasadnić tę tezę bez zdradzania fabuły, zapraszam więc do dyskusji po obejrzeniu filmu oczami prokuratora.
Jajako prokurator bohaterkę w ogole uznałbym za wyłączoną od odpowiedzialności na podstawie art. 31, natomiast bohatera oskażyłbym z art. 160. A czyn zabrioniony popełnia on kierując się typową samczą rywalizacją, chce po prostu innemu mężczyźnie (konkretnie szpitalnemu psychiatrze) pokazać, że ma dłuższego.
Nad krytykami z Cannes mam tę przewagę, że najpierw przeczytałem ich relacje, a potem dopiero obejrzałem film – więc nie dałem się nabrać von Trierowi. Jednak sam ten niezwykły zabieg, jakim jest pokazanie historii złego mężczyzny tak, żeby w pierwszym odruchu wydawała się historią o złej kobiecie, wydaje mi się porównywalny z ekstraklasą Polańskiego.
PS. Wyjątkowo obrzydliwe efekty specjalne w tym filmie robili Polacy – z tej okazji w jutrzejszym „DF” artykuł o polskiej spółce sektora IT, która wynalazła kinematograf.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz