Blogonotka znaleziona w Saragossie

Poszedł wreszcie mój hiszpański reportaż, ilustrowany komiksowym kolażem w wykonaniu Trusta. Dla nielicznych zainteresowanych, miniaturki fotek, z których Trust czerpał inspirację.

Nad całością górują Trzej Bracia, czyli góra nazywana przez tubylców Los Hermanos – od skał wyglądających jak bracia. Być może tę nazwę zasłyszał hrabia Potocki i albo ktoś jemu wcisnął bajkę o bandzie trzech braci-zbójców, albo sam to sobie dokonfabulował. Jako koneser ruin i miejsc porzuconych, kadruję Los Hermanos z ruin nieczynnego kompleksu górniczo-hutniczego.

Kolejny detal: zamek kabalisty. Czyli mauretańska forteca wzniesiona w 967 roku przez niejakiego Al-Hakama II. Na szczęście dla nas, gdy wojska chrześcijańskie przekroczyły Sierra Morena, załoga fortecy po prostu dała nogę, dzięki temu zabytek zachował się do dzisiejszych czasów.

Studnia, która jest właściwie po prostu obmurowaną grotą – jej pozostałe ściany to już skała, a zamiast podłogi jest głęboki zbiornik pełen zimnej, czystej wody.

A oto typowa ulica utopijnego oświeceniowego miasteczka, w którym wszystkie domki miały być jednakowe, a wszystkie ulice proste jak przy linijce. Mieszkańcy kombinują jak mogą, żeby te domki urozmaicić o jakąś nadbudówkę czy ogródek, nie zawsze to jednak możliwe.

Na koniec zdjęcie, którego Trust nie wykorzystał – zbiornik wodny, na dnie którego być może spoczęły szczątki gospody Venta Quemada. Proszę zwrócić uwagę na totalny brak ludzkiej duszy w zasięgu wzroku. Z prawej po lekkiej wspinaczce można wprawdzie dotrzeć do miejscowości oznaczonej na mapie jako La Lancha, ale tak naprawdę to są po prostu ruiny osiedla budowniczych tamy, nikt tam nie mieszka. Poza, ofkorsjalistycznie, duchami.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz