Gejowska fantastyka

W Krakowie odbył się kongres tłumaczy literatury polskiej. Myślę o tej imprezie z dużą sympatią (nie tylko dlatego, że się wreszcie załapałem na prelegenta). Uważam, że Naród Polski powinien od czasu do czasu jakoś dopieszczać tłumaczy naszej literatury na języki obce, choćby dlatego, że większość robi to niekomercyjnie.
O ile mi wiadomo, a podpytywałem o to w kuluarach, nie ma na całym świecie kogoś takiego, jak zawodowy tłumacz literatury polskiej. Nawet ci, którzy mają z tego jakąś kasę, traktują to głównie jako hobby.
Jacek Dukaj to w tej chwili jedyny polski pisarz tak wybitny, że aż odczuwam pewne protekcjonalne współczucie do fanów science-fiction w innych krajach, którzy nie znają koncepcji Inkluzji Ultymatywnej czy Wojen Ekonomicznych. Dukaj potencjał języka polskiego wykorzystuje tak radykalnie, że tak jak Lem, zdaje się złośliwie uniemożliwiać przekładanie.
Tłumacze obecni na moim wykładzie też mówili, że na razie nie ma szans – bo najłatwiej wydać powieść średnich rozmiarów. Ciężko jest i z cegłami typu „Lód” i ze zbiorami opowiadań typu „W kraju niewiernych” (to ostatnie mnie zaskoczyło).
Z ciekawości zapytałem tłumaczy obecnych na moim wykładzie, jak kombinowaliby z gramatyką istot postludzkich, czyli phoebe (post-human being). Jak wiadomo, Dukaj na użytek „Perfekcyjnej niedoskonałości” wymyślił czwarty rodzaj, poza męskim, żeńskim i nijakim („ty powiedziałuś, onu powiedziału” itd).
Dyskusja tłumaczy natychmiast zeszła na temat „Lubiewa” Witkowskiego, znakomitej powieści, której autor pisząc o postpeerelowskich ciotach również bardzo daleko poszedł z genderowymi eksperymentami. Szwedzki tłumacz „Lubiewa” zauważył, że szwedzkie środowiska queer od dawna prowadzą podobny eksperyment językowy, lansując transgenderowy zaimek „hen”, mający funkcjonować poza normalnym „ona” i „on” (odp. „hon” i „han”, o ile się nie pomyliłem w notatkach).
W stronę wymyślania dodatkowego zaimka poszłaby także tłumaczka niemiecka sugerując, że phoebe mogłuby dodać do niemieckiego „der/die/das” coś dodatkowego, na przykład „dos”. To były oczywiście takie sobie wstępne przymiarki, bo zanim ktoś się zabierze za „Perfekcyjną”, minie pewnie dekada. Lem się przebił na początku lat 70., czyli mniej więcej w 15 lat po wejściu w złotą fazę swojej twórczości – to by nam dawało Jacka Dukaja na rynku amerykańskim około roku 2020…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz