Now Playing (87)


W powrotnym samolocie do Dusseldorfu, przez kilka godzin rozmawiałem z Ralfem o naszej przyszłości. Po tym wszystkim, czego doświadczyliśmy w Stanach, wyglądała ona raczej różowo. Byliśmy dumni z naszego stylu. Nie kopiowaliśmy amerykańskiego rocka ani brytyjskiego popu. Graliśmy elektroniczną muzykę z niemiecką precyzją. Byliśmy Kraftwerkiem, całkowicie nowym wymiarem muzyki. Ralf, który skończył architekturę tak jak ja, powiedział do mnie: „Wolfgang, mówię ci, już nigdy nie będziemy musieli pracować jako architekci”.
Niniejszą blogonotkę otwieram fragmentem wspomnień Wolfganga Flüra „Byłem robotem” głównie żeby się pochwalić, że je mam. Są ontopiczne o tyle, że z udanej trasy po Ameryce muzycy przywieźli niezwykły instrument – Vako Orchestron.
Firma wyprodukowała tylko około pięćdziesięciu sztuk, po czym przepadła z kretesem. Instrument miał tylko osiem brzmień, które powstały przez zarejestrowanie odpowiednich nut w wykonaniu prawdziwych instrumentów – a także prawdziwego chóru. Dźwięki zapisane były na analogowych optycznych płytach, rzecz jasna niekompatybilnych z czymkolwiek poza Orchestronem.
Bez Orchestronu trudno sobie wyobrazić dwie następne płyty grupy, „Radio-Activity” i „Trans Europe Express”. Na szczęście Norman Quentin Cook, szerzej znany jako Fatboy Slim, nagrywając swój cover „Radioactivity”, podszedł z szacunkiem do pierwowzoru i sięgnął po ten sam dźwięk.
Chociaż zaaranżował to oczywiście skoczno-tanecznie, rozwadniając niemiecką precyzję w imitacji amerykańskiego rocka i brytyjskiego popu. A że ja ciągle nie mogę wyrosnąć z zauroczenia coverami/remiksami/mashupami, to straszliwie mi się ta bastardyzacja przypodobała.
Niby taki dwudziesty pierwszy wiek, a jeszcze musiałem kupić płytę w sklepie, bo nie mają tego w Ajtjunsach…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz