Zostań Michnikiem w weekend!

Od początku istnienia bloga planowałem blogonotkę na zamknięcie „Dziennika”. Chciałem, by miała charakter szkolenia dla red. red. Krasowskiego i Michalskiego, jak się stać Michnikiem (wersja dla opornych). „Dziennik” wprawdzie nadal wychodzi, ale redaktorzy są na pluszowym bezrobociu – a ich obsesja na punkcie Michnika walnie się do tego przyczyniła. Odkurzę więc pomysł po lekkiej modyfikacji.
Nim przejdę do obiecanego kursu, lojalnie zaznaczę, że zgodnie z najlepszymi tradycjami polskiej michnikologii, będę tu stosować risercz ziemkiewiczowski i parafrazy zybertowiczowskie. Nie będę przytaczać konkretnych cytatów, bo podstawowe narzędzie badawcze michnikologii to, jak wiadomo, „wszyscy pamiętamy jak było”.
Komu jak komu, ale red. red. Michalskiemu i Krasowskiemu nie powinno to przeszkadzać.
Lekcja 1: Słynne jajcarskie tytuły
Oczywiście, główny problem jest taki, że Michnikiem nie można zostać w weekend. A jednak u szefów „Dziennika” widać było irracjonalną wiarę w to, że w dniu, w którym człowiek odbierze wizytówki „Eustachy Hudefak, redaktor naczelny”, już cały naród będzie się przejmować komentarzami Hudefaka.
Dlaczego w ogóle publicyści marzą o byciu Michnikiem? Bo chcieliby, żeby ich komentarze na temat bieżących wydarzeń same stawały się wydarzeniami, o których potem dyskutują inni komentatorzy bieżących wydarzeń. Otóż żeby osiągnąć ten status, trzeba w życiu zdziałać coś poza stukaniem w klawiaturę.
Dlaczego gdy Wajrak zawoła „brońmy Rospudy!”, to z miejsca ma tysiące zwolenników? Bo wiadomo, że dla Wajraka pisanie do „Gazety” to tylko jeden z elementów jego autentycznej pasji. Autorytet nadają mu nie same jego teksty, ale stojąca za nimi działalność społeczna.
Rozumiem wasze rozczarowanie, że w weekend się nie da, ale panie Cezary, panie Robercie, jesteście aktywni w polskim życiu publicznym od jakichś dwudziestu lat. Panie Robercie, pan ma teraz tyle lat, ile miał Michnik w 1989 (pan Cezary kapkę więcej). Jeszcze jesteście młodzi, macie czas na rozkręcenie jakiegoś stowarzyszenia, fundacji, ruchu społecznego, czegokolwiek.
Przez dwa lata mieliście ogólnopolską gazetę do własnej wyłącznej dyspozycji. Wpadliście w ogóle na pomysł zrobienia czegoś w stylu „rodzić po ludzku”, „szkoła z klasą”, „Polska biega”? Nie? Za bardzo pochłaniało was komentowanie komentarzy do komentarzy? No właśnie.
Lekcja 2: Miej jakieś poglądy, na litość
Swoją receptę na zarżnięcie „Dziennika” Robert Krasowski ogłosił już dwa lata temu, tłumacząc wychył na prawo swojej gazety tym, że takie były poglądy „60 procent społeczeństwa”. A przecież to jest podstawowy warunek bycia Michnikiem – miej, chłopie, jakieś swoje poglądy. A jak one są Twoje, to powinieneś ich bronić nawet gdyby je podzielało tylko 3% społeczeństwa.
W michnikologii często pojawia się mit utraconego rzekomo przez Michnika „rządu dusz” – że kiedyś, kiedyś, kiedyś wszyscy mu ufali, ale on to potem zaprzepaścił. Otóż twierdzę, że Michnik nigdy nie chciał, żeby ufali mu WSZYSCY.
Polska (Europa, Świat) od jakichś dwustu parudziesięciu lat podzielona jest na obóz oświecenia i ciemnogrodu, postępu i zaścianka, Marsylianki i Wandei. Oczywiście zdarzają się spory idące w poprzek tego podziału (np. zarówno w PZPR jak i w opozycji demokratycznej byli i „postępowcy” i „ciemnogrodzanie”), ale same obozy zawsze były łatwe do zidentyfikowania.
Otóż Michnika interesuje rząd dusz tylko w tej Polsce, w której Miłosz, Słonimski czy Brzozowski stawiani są na piedestałach. Jest oczywiście ta druga Polska, w której się ich uważa za zdrajców, agentów i w ogóle element narodowo obcy. Michnik oddaje ją walkowerem. Panie Robercie, panie Cezary, okazja – rząd dusz do wzięcia.
Lekcja 3: Primum non nudzere
Bez względu na to, jak bardzo kochacie pisanie komentarzy do bieżących wydarzeń, musicie się pogodzić z tym, że to raczej nie one sprzedają gazetę. Jakie mieliście pomysły na hity podnoszące sprzedaż?
Najpierw taki, żeby wasz kumpel Janek Wróbel regularnie pisał te swoje komentarze do bieżących wydarzeń, tak dowcipne że po prostu panie kapralu przysłowiowe boki można że tak powiem zrywać. Potem żeby płacić kupę kasy Pilchowi – ma się rozumieć, za pisanie komentarzy do bieżących wydarzeń.
Gdy z „Dziennikiem” już było bardzo źle, redaktor Krasowski sięgnął po Wunderwaffe mającą zmienić bieg wojny. Był to oczywiście kolejny autor cyklicznych komentarzy do bieżących wydarzeń, Jan Maria „Niemcymniebiją” Rokita. See a pattern emerging here?
Za te rokitowe kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie mogliście posłać paru młodych zdolnych reporterów na Białoruś, do Japonii czy do Pcimia Dolnego. Cokolwiek by tam znaleźli, byłoby ciekawsze od komentarzy do bieżących wydarzeń. I nie ośmieszaliby Was robiąc bydło w samolocie.
Najpierw gazeta musi być na tyle ciekawa, żeby ludzie kupowali ją ot tak, dla poczytania. Dopiero potem Eustachy Hudefak, redaktor naczelny, może się zabierać za pisanie komentarzy obalających lub kreujacych rządy. Następnym razem postarajcie się nie pomylić kolejności.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz