Pożegnanie z anormalką

Z braku ważniejszych wydarzeń politycznych chciałbym wyrazić swoje votum separatum wobec skarg różnych publicystów na zabetonowanie sceny politycznej. Samo to, że komuś to się może wydawać niekorzystnym zjawiskiem, to przykład tego, jak łatwo można się przyzwyczaić do czegoś, co jest z gruntu nienormalne (Mleczko kiedyś wylansował ładne określenie – „anormalka”).
Płynność polskiej sceny politycznej, w której od 1989 jeszcze ani jednej partii politycznej nie udało się rządzić dłużej niż jedną kadencję ani odzyskać władzy pod tym samym szyldem – jest właśnie czymś z gruntu nienormalnym.
SPD teraz dostało łupnia w Niemczech, ale raczej z tego powodu nie zmieni nazwy na Niemiecki Sojusz Lewicy Demokratycznej. CDU dostało łupnia przedtem, ale Merkel nie startowała w wyborach jako Demokraci.de.
U nas natomiast wszystkie te Unie i Porozumienia natychmiat po wyborczej klęsce przekształcały się w Sojusze i Platformy, w których w dodatku ciągle byli ci sami ludzie, przerotowani jak w kabarecie pod Egidą, „Niesiołowskiego z paksu do śmaksu a Dorna w maliny”. Przyzwyczailiśmy się do tego, ale to nie jest normalne w zdrowych demokracjach i czas już najwyższy, żeby to się skończyło.
O parlamentarnych wyborach 2011 myślę z optymizmem, choć na pewno mój głos nie pójdzie na zwycięską partię. Jeśli wygra PO, to będzie to pierwsza w dziejach 3RP reelekcja – a więc sukces demokracji. Jeśli wygra PiS, będzie to pierwsze w dziejach 3RP odzyskanie władzy przez to samo ugrupowanie działające pod tym samym szyldem – a więc sukces demokracji. Dla innych partii sukcesem będzie przekroczenie 5%.
Wolałbym oczywiście, żeby PiS dostał kolejne lanie, ale nie boję się powrotu tej partii do władzy. Budowa autostrad jest już tak zaawansowana, że żeby Polaczek mógł odegrać rolę równie destrukcyjną jak w latach 2005-2006, musiałby podkładać bomby pod wiaduktami. W 2011 nowy premier chętnie przetnie wstęgę na odcinku A2 do granicy, który byłby gotowy już teraz, gdyby Polaczek nie zablokował budowy cztery lata temu.
Pozbawieni własnego prezydenta – chyba już nawet najwięksi optymiści w PiS nie liczą na reelekcję Kaczyńskiego w 2010? – nie będą już mogli robić zamachów na swobody obywatelskie. Pozbawieni koalicjantów takich jak Lepper i Giertych nie będą mogli świrować z mundurkami i sabotować integracji unijnej.
Słowem – to czas ufnego kupowania obligacji długoterminowych. Ktokolwiek wygra wybory 2010-2011, nie będzie źle.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz