Jubelgate

Dwie mało znane panie chciały się podlansować wyprawiając huczne surprise party trzeciej pani, dla odmiany bardzo sławnej, ale solenizantka wystawiła je do wiatru. Brzmi to jak  pomysł na odcinek „Melrose Place” albo „Seksu w wielkim mieście”, ale skoro chodzi o prawicową blogosferę, to – jak bardzo to trafnie podsumowała jedna z trzech pań zamieszanych w aferę – właściwym serialem jest raczej „Świat według Kiepskich”.
Prawicową platformę blogową Salon24 zwykłem nazywać Psychiatrykiem, ale faktycznie innym dobrym porównaniem jest sitcom. Ogłoszenie przez Igora Janke powołania komisji śledczej do spraw wyjaśnienia Jubelgate trudno skomentować czymś lepszym od śmiechu z taśmy.
Jak to w kiepskim sitcomie, dalszy ciąg odcinka będzie przewidywalny do bólu. Janke zaproponował, żeby komisja liczyła cztery osoby. Rzecz jasna, w takim składzie nie ma szans na wypracowanie spójnej opinii.
Albo się rozbiją na dwie frakcje, na przykład na przykład Sadło-Leskiego i Kaskę-Sopota, albo od razu na klasyczne cztery prawicowe opcje, Bóg versus Honor versus Ojczyzna versus Podatek Liniowy. Pod koniec wszyscy oczywiście się serdecznie pokłócą, znienawidzą i oskarżą o agenturalność, jak to na prawicy.
Jak znam Psychiatryk, skończy się jednak na niczym. Groźby Jankego, groźby Leskiego, szlochy pani Puternickiej, fochy pani Walentynowicz, to wszystko rozpłynie się tak jak poprzednie afery.
Prawicowa blogosfera ma w sobie coś takiego, że ludzie tam nabierają absurdalnej skłonności do rzucania słów na wiatr. Ile już razy Leski ogłaszał coś w stylu „w takim razie obrażam się i odchodzę”? Ile już razy Janke ogłaszał, że więcej czegoś nie zamierza tolerować? Ilu już ludzi ogłaszało swoje odejście, a potem wracali jako Cień Azraela?
Klasyczna formuła sitcomu mówi nam, że odcinek składa się z czterech faz: situation, complication, confusion, resolution. Najpierw mieliśmy situation – Walentynowicz wypiera się znajomości z prawicową blogerką, która dość długo lansowała się jako jej serdeczna psiapsióła.
Potem complication: Walentynowicz napisała list, w którym ujawniła, że mitomania blogerki sięgała jeszcze dalej – prawicowa blogerka publikowała teksty nieustalonego autorstwa i podpisywane rzekomo przez „panią Anię”.
Potem confusion: Janke ogłasza, że w imię Jana Pawła Drugiego wywala winowawczynie, Leski grozi, że w takim razie się pochlasta, Blogmedia (które powstały z rozłamu w Psychiatryku) ogłaszają, że to dowód na nieprawość Psychiatryka, Niepoprawni (którzy powstali z rozłamu w Blogmediach) ogłaszają, że to dowód na nieprawość Blogmediów.
Czas na resolution. Na wakacjach śledzę sieć sporadycznie, więc pewnie przegapię (stukam tę notkę offline, więc być może już przegapiłem). Zgaduję, że będzie nią pojawienie się jakiegoś running joke. Profesor Sadurski napisze coś o wolności, Matka Kurka wyłoni się z kolejną ksywką, Krzysztof Kłopotowski wykryje kolejny żydowski spisek. Czyli tak jak w Kiepskich, skoro w tym odcinku jeszcze nie było Paździocha, to znaczy, że scenarzyści skitrali go jako resolution.
I wszyscy się rzucą równie podekscytowani kolejną sytuacją, bo do kanonu sitcomu należy to, że w finale wszystko wraca do punktu wyjścia. Leski napisze coś o swoich kotach, Janke o sukcesach swej platformy, a jakaś kolejna prawicowa blogerka założy blog swego serdecznego przyjaciela, którego bardzo dobrze zna jeszcze z harcerstwa, Antka Macierewicza.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz