Ja tez o Polanskim!


Polska – w odróżnieniu od Ameryki – zdaje się żyć sprawą Polańskiego, więc i ja się wypowiem. W sprawach obyczajowych generalnie zgadzam się z filozofią relatywistycznie moralnej cywilizacji śmierci, która mówi mniej więcej tyle, że „consenting adults” (czyli osoby zdolne do świadomej oceny sytuacji) mogą ze sobą robić co tylko chcą.
Żeby tak było, prawo musi pilnować, aby zawsze zachodził warunek świadomego przyzwolenia („informed consent”). A więc surowo ścigać wszystkie sytuacje, w których ktoś doprowadził drugą osobę do stosunku wykorzystując jej upojenie alkoholowe lub narkotyczne, zależność służbową, chwilową niepoczytalność. Nie mówiąc już o sytuacji, w której jedna z osób nie osiągnęła jeszcze wieku pozwalającego jej być „consenting adult” (czyli tak zwanego „age of consent”).
Oznacza to, że na każdym (w praktyce głownie na mężczyznach) spoczywa obowiązek zachowania elementarnej ostrożności. Stosunek z osobą do tego stopnia mało znaną, że nawet nie jest się pewnym jej metrykalnego wieku, to zachowanie wysoce ryzykowne.
Można coś paskudnego złapać, ona może się okazać wariatką albo szantażystką. Albo może się pojawić jej psycho ex-con husband, jak w moim ulubionym filmie z prześliczną młodziutką Melanie Griffith. Ja mogę prywatnie żałować kogoś, kto się wpakował w kłopoty w takiej sytuacji, ale praktycznie jednak będzie to współczucie potępiające, na zasadzie „przykro mi z powodu twojego gipsu, ale tak to się kończy, gdy się nie zapina pasów bezpieczeństwa”.
Uważam, że Polański powinien ponieść jakąś karę – zgadzam się ze świetnym komentarzem Bartosza Węglarczyka, że powinna to być raczej kara finansowa, choćby ze względu na wiek oskarżonego.
Bawi mnie tylko hipokryzja polskiej prawicy, która wychodzi na jaw przy tej okazji. Zarzuty stawiane Polańskiemu prawicowi publicyści sprowadzają do „gwałtu na nastolatce”, co nie jest do końca prawdą, zarzucano mu „unlawful sexual intercourse”. Jest jednak taka językowa tendencja, by każdy „unlawful intercourse” dla uproszczenia nazywać „gwałtem”.
Podobnie zawsze w uproszczeniu streszczano ustawę aborcyjną – jako jeden z trzech wyjątków mówiono o gwałcie (choć tak naprawdę ustawa mówi o „czynie zabronionym”). Kiedy „Gazeta Wyborcza” użyła tego uproszczenia pisząc o ciąży 14-letniej Agaty, prawica nazwała to manipulacją – bo nie był to gwałt tylko stosunek będący czynem zabronionym (a więc dokładnie to samo, co wpakowało w kłopoty Polańskiego).
Jak to się dzieje, że ten sam prawicowy publicysta oburzający się na użycie słowa „gwałt” w kontekście sprawy Agaty, sam używa tego słowa w kontekście Polańskiego? Cóż, jak ktoś umie logicznie myśleć, to nie może być prawicowym publicystą.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz