NIECH RZYJE LINUX!

Gdy nie przeglądam Psychiatryka, przeglądam technologiczny serwis portalu Agory. Komizm podobny – warsztatowa nieporadność autorów łączy się z wielkim ideowym zaangażowaniem.
To drugie autorom przejdzie z wiekiem, a co do tego pierwszego, spróbuję zaoferować małe korepetycje. Przeanalizujmy materiał polecany w sobotę na pierwszej stronie portalu, napisany przez fanatycznego entuzjastę Linuksa. Tematem jest jego oburzenie na fakt krytykowania Linuksa przez Microsoft.
„Taka wtopa – Microsoft ma u mnie duży minus” – ogłasza portalowy autor. Drogi kolego: w skali od zera do dziesięciu, jak oceniasz rozmiar paniki, którą w Redmond wywoła wiadomość, że jakiś koleś z jakiegoś serwisu jakiegoś portalu w jakimś kraju ma Microsoftowi coś za złe?
Czy wychodzi Ci coś rzędu szans Kaczyńskiego na reelekcję? Dobrze. Czy w takim razie właściwym słowem jest „wtopa”? Oznacza ono porażkę, niezrealizowanie zamierzonych celów. Naucz się odróżniać „porażkę” od czegoś, co Ci się subiektywnie nie podoba.
Ja na przykład nie znoszę komedii duetu Saramonowicz & Konecki, ale nie nazwałbym ich „wtopą”. W swojej kategorii to z pewnością sukces. Kiedy chcę publicystycznie zmasakrować twórczość Saramonowicza, Łepkowskiej, Grocholi czy Janusza L. Wiśniewskiego, potrafię sięgnąć po bogaty arsenał negatywnych określeń, wśród których nie będzie „wtopy”, „fiaska” ani „porażki”.
Dalej, drogi kolego, nazywasz krytykę Linuksa „oczywistymi bzdurami”. Takie określenie jest na miejscu wtedy, kiedy Twój przeciwnik podłoży się ze stwierdzeniem fałszywym i falsyfikowalnym. Na przykład Rafał A. Ziemkiewicz faktycznie często pisze „oczywiste bzdury”, które łatwo skonfrontować z faktami.
Z kolei Paweł T. Felis potrafi napisać pochwalną recenzję z każdego polskiego filmu, nawet z takiego ekskrementu jak „Francuski numer”. Parokrotnie po wydaniu pieniędzy na bilet miałem mu ochotę przylutować, ale nie nazwałbym nigdy jego recenzji „bzdurą”. On po prostu lubi polskie filmy, a ja nie. Biorę na to poprawkę, więc wołami mnie do kina nie zaciągną na „Enen” czy „Operację Dunaj”.
Za „oczywistą bzdurę” portalowy autor uważa na przykład stwierdzenie, że na Linuksie nie ma obsługi iPoda. Istotnie, obsługa teoretycznie jest – ale w takim znaczeniu, w jakim teoretycznie w polskich komediach są podobno jakieś dowcipy.
Obsługa iPoda z poziomu Linuksa wymaga obejścia fabrycznego zaszyfrowania – wymaga to wpisania „sudo lsusb -v | grep gzip -i”, a potem jest jeszcze śmieszniej. Nawet po skernelowaniu kompila i zgrepowaniu gzipa obsługa będzie niepełna – np. nie będzie możliwości dokupienia gier.
Czy taka okrojona i groteskowo niewygodna obsługa to jeszcze w ogóle „obsługa”? Ja bym powiedział że nie, ale szanuję prawo linuksiarzy do subiektywnej opinii. Tylko nie powinni odmiennej opinii uważać za „oczywistą bzdurę”.
Na koniec ćwiczeń warsztatowych: zauważ drogi kolego, że nie nazwałem Twego tekstu „oczywistą bzdurą” ani nawet „porażką”. A jednak udało mi się wyrazić swój subiektywny stosunek do niego. Przemyśl to podczas kolejnej sesji kernelowania kompila.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz