Chcę globalnego ocieplenia!

Despite popular demand, małe FAQ o globalnym ociepleniu.

1. Naukowcy mają w tej sprawie różne zdania.

Tak działa nauka. Jeszcze w dwadzieścia lat po Millikanie ukazywały się prace kwestionujące istnienie elektronów. Ba, w dwadzieścia lat po Einsteinie Millikan bronił teorii eteru.
Istotą metody naukowej jest „peer review”, czyli wzajemna kontrola kolegów po fachu. W praktyce polega to na tym, że nowe odkrycie powoduje spór, po którym przez jakieś dwie dekady uciera się pewien konsensus podzielany przez większość (rzadko całość). W pewnym momencie stało się nim istnienie elektronów i wirus HIV jako przyczyna AIDS. Oraz globalne ocieplenie.

2. Przecież niedawno naukowcy straszyli oziębieniem!

Nieprawda, oto pełna lista naukowych publikacji rozważających tę hipotezę. To już więcej będzie tych o nieistnieniu elektronów.

3. Podobno para wodna silniej działa jako gaz cieplarniany?

Tylko pod bezchmurnym niebem. Para wodna ma tendencję do skraplania się (może zauważyłeś ostatnio?), a powstające w ten sposób chmury zwiększają ziemskie albedo, czyli procent energii odbijanej w kosmos. Całościowy wpływ wody na ziemskie temperatury jest złożony: co nas trochę podgrzeje to nas trochę ochłodzi. Z dwutlenkiem węgla tak niestety nie jest.

4. Meteorolodzy mierzą fikcyjny wzrost ciepła, bo stacje pomiarowe leżą na obszarach ulegających w XX wieku urbanizacji (czyli tzw. „wyspach ciepła”).

Ciekawy argument, ale obalony przez tych, którzy go wysunęli. Anthony Watts, amerykański meteorolog, zainicjował wielki społeczny audyt stacji pomiarowych. Okazało się, że wzrost temperatur zaobserwowały i te leżące na „wyspach ciepła” i te leżące na odludziu. W nauce nazywa się to „koroboracją” – im więcej nieudanych prób obalenia danej hipotezy, tym większy budzi ona respekt.

5. Nie ma stuprocentowej pewności, że ocieplenie spowodował człowiek.

Stuprocentowa pewność występuje tylko w religii (a i to tylko dla wierzących). Nauka zadowala się najczęściej sakramentalną formułą p=0,05, czyli pewnością na 95%. To prawda, że argumenty przemawiające za antropogennością ocieplenia biorą się głównie z analizy statystycznej i modelowania klimatu, ale to samo dotyczy wielu działów nauki. Postęp w farmakologii też polega na statystycznej analizie danych – czy z tego powodu boisz się leków?

6. Ale skoro to wszystko takie niepewne, to czy warto wydawać tyle pieniędzy na walkę z emisją CO2?

Tu nie ma wyboru „wydawać czy nie wydawać”. Skutki ocieplenia będą (i już zaczynają być) bolesne i kosztowne. Kwestia sprowadza się więc do zarządzania ryzykiem – albo się buli za auto casco albo za naprawy. Analizy pokazują, że stosunkowo niewielkie wydatki na ochronę klimatu mogą chronić nas przed większymi wydatkami związanymi z atmosferycznymi kataklizmami.

7. Zimno mi! Chcę globalnego ocieplenia!

Wzrost temperatury sam w sobie jest niewielki, rzędu pojedynczych stopni na stulecie. Różnicy między 2,3 czy 3,1 celsjusza praktycznie nie zauważysz. Zauważysz natomiast, jak w powodzi stracisz samochód a w huraganie dach nad głową. Nawet taki jeden stopień różnicy w skali całej planety to już potężny zastrzyk energii dla atmosfery, żeby se mogła poszaleć. I wygląda na to, że atmosfera już korzysta.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz