Maka tanio sprzedam

Bliska mi jest anegdota o dwóch bankierach, którzy widzą studolarowy banknot leżący na ulicy. Młodszy się schyla, starszy powstrzymuje go i mówi – gdyby to był naprawdę banknot studolarowy, to ktoś by go już podniósł.
Anegdota przypomniała mi się, gdy dotarła do mnie afera zataczająca coraz szersze echa w polskim światku makówkarskim. Afera polegała na tym, że na forum myapple.pl – zawsze pierwszym, by oskarżać kiedyś Sad, teraz iSource, że jego ceny są bandyckie, złodziejskie i paskarskie, bo są większe o cło i VAT od przemytu ze Stanów – przez dłuższy czas działał niejaki Cizu, sprzedający o jakieś 2000 taniej od najtańszej oferty sklepowej.
Ja mam taki charakter, że kiedy widzę taką ofertę, to wolałbym się od niej trzymać możliwie jak najdalej. Wyprzedaż poprzedniego modelu, to rozumiem, sam z takich promocji lubię skorzystać. Ale jeśli jakiś dziwny koleś z forum sprzedaje tak tanio, musi za tym stać jakiś grubszy szwindel. Polak ma jednak taki charakter, że wyda ostatnie pieniądze na iluzję oszczędności.
Okazało się, że forumowicze kupowali sprzęt od cwaniaka podrabiającego numery kart kredytowych. W Polsce nabrało się na to sporo osób, plotka podaje liczbę 240.
Do tych osób teraz stuka – puk puk! – policja, która przejęła od Cizu listę jego klientów razem z ich danymi personalnymi. I zabezpiecza ich makówki kupione supertanio i szalenie okazyjnie, żeby się nie dać okradać złodziejskiemu iSource. A ludzie, którzy wyrzucili kilka tysięcy w błoto lamentują po czatach i forach.
Czy lamentują nad swoją głupotą? Ależ oczywiście że nie. Lamentują nad tym socjalistycznym, eurokołchozowym państwem, które rzuca kłody pod nogi obywatelowi, który kupił coś „w dobrej wierze”. I rzecz jasna nad tym złodziejskim iSource, które zlewa ciepłym parabolicznym ich prośby, żeby im teraz za darmo porozdawać laptopy, skoro przedtem w „dobrej wierze” kupili kradzione.
A na kolejnym forum kolejna superokazja – fabrycznie nowe Macbooki z „fakturą 0% VAT, tak zwaną unijną”. Tak jak tamte, te superokazyjne laptopy też mają włoską klawiaturę. Sprzedawca na forum tłumaczy, że sprzedaje tanio, bo „Ten kto bierze dużo dostaje tanio – bez dwóch zdań tak jest w każdej branży. Ja mam kilku wysoko postawionych ludzi którzy mają możliwość wpłynięcia znacznie na cenę danych produktów”.
A włoska klawiatura? „Może trafiły się kiedyś jakieś trefne lapki z Włoch (nie podważam tego). Z każdego kraju może coś wypłynąć” – wyjasnia sprzedawca.
Guglając po śladach tej afery trafiłem na bloga sympatycznego studenta, który mało co nie kupił kradzionego – ale w końcu zmądrzał. Bardzo mi się podoba blogowy opis jego drogi rozumowania – jeśli tacy studenci mają być przyszłością Rzeczpospolitej, warto inwestować w obligacje długoterminowe.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz