Sprawiedliwość reprodukcyjna


Z okazji feministycznej imprezy postanowiłem napisać blogonotkę o aborcji. Sorki, to nie jest temat atrakcyjny dla stałego grona komentatorów, ale milczenie strony laickiej (w tym oczywiście także moje i różnych moich kolegów i koleżanek, nie wypieram się współwiny) doprowadziło w końcu do sytuacji, w której strona przeciwna zgarnęła całą pulę.
I jak pokazały sprawy Agaty i Alicji Tysiąc, oni już nawet nie zamierzają udawać zamiaru przestrzegania tak zwanego „kompromisu”, którzy sami nam narzucili. W takim razie to my powinniśmy przygotować się do narzucenia im własnego – pewnie  nie w tych wyborach i może nie w następnych, ale wierzę, że jeszcze dożyję laickiego parlamentu.
Pozornie w aborcyjnym sporze o kompromisie nie ma mowy. Jedna strona uważa, że istota ludzka zaczyna się od zmitologizowanej „chwili poczęcia”. Druga, że o istocie ludzkiej można mówić wtedy, gdy mamy do czynienia z wyższymi funkcjami mózgowymi. Nie można tego rozstrzygnąć drogą racjonalnego sporu.
Dajmy więc sobie z tym spokój i spójrzmy na problem z innego punktu widzenia. Jest coś, co łączy i Wandę Nowicką i biskupa Pieronka – jest to wspólne pragnienie życia w społeczeństwie, w którym w ogóle nie ma aborcji, bo nie ma niepożądanych ciąży.
Ani biskup feministki nigdy nie przekona, że istota ludzka zaczyna się „od poczęcia”, ani feministka biskupa, że jednak morula raczej świadomości nie ma. Zostawmy więc takie spory i skupmy się na kwestii czysto pragmatycznej – szukania skutecznych środków zaradczych.
Czy jest nim obecna ustawa? Nie, bo wobec względnej łatwości zrobienia tego całkowicie legalnie u naszych cywilizowanych sąsiadów – plus powszechnym dostępie do niby-podziemia – ustawowe zakazy są bezskuteczne.
Czy zaostrzenie kar plus wyrywkowe kontrole ginekologiczne na lotniskach rozwiążą problem? Też nie, bo z drugiej strony, decyzja o aborcji zawsze dla kobiety jest decyzją dramatyczną. Wizja frywolnych aborcji, robionych niemalże dla przyjemności, to częsty motyw prawicowej fantastyki – i oni tak się w tym zaczytali, że chyba naprawdę w to wierzą.
Panowie, sprawdźcie w realu jak to z grubsza wygląda – nawet z pełnym znieczuleniem i w komfortowej klinice. I potem się zastanówcie, czy robilibyście sobie frywolnie i bez poważnych powodów drastyczną przemebelkę między prostatą a siusiakiem.
Kobieta, która się na to decyduje, po prostu ma swoje powody. Można próbować je enumeratywnie wymienić w ustawie, ale w praktyce lepiej zostawić to jej ocenie.
Bo skądinąd – z tragicznych doświadczeń Polski przed rokiem 1956, Rumunii przed rokiem 1990, Wielkiej Brytanii przed 1967 – wiemy, że zdesperowanej kobiety po prostu nic nie powstrzyma. Jaką karą chciałbyś nastraszyć kogoś, kto jest gotów poddać się zabiegowi u Very Drake?
Zamiast wymyślania kar dla morderców życia niepoczętego, lepiej po prostu zastanowić się nad źródłami owej desperacji. Tak cywilizowane kraje zakończyły ten spór – znosząc kary, za to starając się eliminować przyczyny problemu. Kiedyś do nich dołączymy.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz