Rewolucja socjalistyczna w USA

Niniejsza skandalicznie długa notka jest zainspirowana stosownym rozdziałem z książki „What-Ifs? of American History”; kudosy dla autorki. Czytelników zaś zapraszam do zabawy: czy bez sprawdzania odgadniecie, gdzie tu następuje punkt rozłączenia, czyli odejście od historii rzeczywistej do alternatywnej?

W swoje setne urodziny amerykańska demokracja sięga dna. W niesławie odchodzi rekordowo skorumpowana administracja Ulissesa Granta. Kolejowi magnaci, którzy swój majątek zawdzięczają rządowi – dał im w prezencie ziemię i wciąż składa lukratywne zamówienia – przechodzą do jawnej grabieży.
Właściciele Erie Railroad Jay Gould i James Fisk, po skorumpowaniu otoczenia prezydenta, proponują udział w przekręcie nawet jemu. Gdy Grant jedzie należącym do nich pociągiem, w jednej z najpiękniejszych scen z historii kapitalizmu zaczepiają go mówiąc, że jest interes do zrobienia.
Interes polega na spekulacji złotem przy pomocy banku-wydmuszki. Prezydent z oburzeniem odrzuca zaproszenie, ale nie robi nic by powstrzymać jej działania aferzystów. W efekcie Gould i Fisk wzbogacają się jeszcze bardziej, jak zwykle w kapitalizmie kosztem zrujnowania drobnych ciułaczy.
Krach na giełdzie przyśpiesza ujawnienie kolejnej afery. Kongres płacił za budowę połączenia transkontynentalnego firmie, która zlecała to kolejnej firmie, która należała do tych samych osób. Zapętlenie obiegu pieniędzy pozwalało aferzystom zajumać połowę z tego, co na budowę Union Pacific wydali podatnicy. W aferze brało udział kilkudziesięciu kongresmenów i członkowie administracji, dzięki czemu wszystko w końcu zatuszowano.
Wybory w głosowaniu powszechnym wygrywa Samuel Tilden, ale 20 głosów elektorskich pozostaje nieobsadzone. Pochodzą m.in. ze stanów południowych, w których nadal tli się zbrojna irredenta. Kolegium elektorskie nie może się zebrać. Parlament powołuje grotestkową komisję by ustalić, kto w ogóle te wybory wygrał.
Po czteromiesięcznym klinczu Thomas Alexander Scott, prezes Pennsylvania Railroad – wówczas największej korporacji świata – proponuje południowcom deal: poprą republikanina Rutherforda Haysa. W zamian za to Hayes wycofa wojska federalne z Południa (de facto dając wolną rękę Ku-Klux-Klanowi) a magnaci kolejowi wybudują połączenie Południa z Pacyfikiem.
Deal przechodzi: po raz pierwszy w historii USA prezydentem zostaje kandydat, który dostał mniej głosów od rywala. Oligarchowie odbierają to jako sygnał: kupiliśmy Biały Dom! Jesteśmy bardziej bezkarni niż za Granta!
Już 1 czerwca 1877 Scott ogłasza redukcję zarobków w Pennsylvania Railroad o 10%. Za nim idą inni kolejowi magnaci. W tym samym czasie jeden z nich – Leland Stanford – buduje sobie baśniową rezydencję w San Francisco.
W czerwcu 1877 w Pensylwanii ma miejsce egzekucja 10 górniczych związkowców (tzw. Molly Maguires), którym nie udowodniono niczego poza wygłaszaniem przy piwie pogróżek pod adresem pracodawców. Inni górnicy próbują ich uwolnić, ale miejsce straceń skutecznie chronione jest przez prywatną policję przemysłową, tzw. Coal and Iron Police.
17 lipca iskra wpada w beczkę prochu. Zdesperowani obniżką kolejarze blokują stację węzłową w Martinsburgu. Blokada wywołuje reakcję łańcuchową w całej sieci.
Gubernator wzywa Gwardię Narodową, ale gwardziści – sami będący często sąsiadami czy przyjaciółmi strajkujących – przyłączają się do nich. Inaczej to wygląda 20 lipca w Baltimore, gdzie dwa pułki Gwardii przypuściły szturm na strajkujących.
Ginie 10 kolejarzy, 25 jest ciężko rannych, ale to pyrrusowe zwycięstwo dla oligarchów: dworzec staje w płomieniach, ruchu na kolei nie można przywrócić.
Jeszcze brutalniej przebiega odbijanie dworca w Pittsburgu. Tutaj zginie około 40 strajkujących, ale ci przejdą do kontrataku – gdy Gwaria Narodowa zabarykaduje się parowozowni, zniszczą ją rozpędzając płonące wagony towarowe. W toku walk stacja ulegnie kompletnemu zniszczeniu.
24 lipca fala strajków dociera do Chicago. Tutaj staje już cały przemysł. Uliczne bitwy nie toczą się już o kontrolę nad konkretnymi budynkami ale w rejonie całego miasta. Zginie około stu osób.
Względny spokój utrzyma się w Saint Louis, ale tylko dzięki temu, że pozwolono komitetowi robotniczemu de facto objąć władzę nad miastem. Zachodnim wybrzeżem władają oligarchowie: San Francisco jest sterroryzowane przez ich prywatną bojówkę.
Strajkujący w Saint Louis powiązani są z Robotniczą Partią Stanów Zjednoczonych (WPUS) – pierwszą marksistowską partią w USA i drugą na świecie (po niemieckiej SPD). Karol Marks obserwuje amerykańskie wydarzenia z perspektywy Londynu; jako tradycyjny pesymista spodziewa się triumfu oligarchii, ale w liście do Engelsa pisze 25 lipca, że „całkiem smaczny sos tam mieszają”.
Świeżo zaprzysiężony prezydent Hayes gdzie może, wysyła wojska federalne. Ale niewiele może. USA ma w tej chwili 25.000 żołnierzy, większość zaangażowaną na Pograniczu. Rok wcześniej Siedzący Byk zanihilował pułk kawalerii. Bez stałej obecności kawalerii grozi więc utrata kontroli nad terytoriami indiańskimi.
T.A. Scott wie, że dla niego to walka o wszystko. Żąda od prezydenta wprowadzenia stanu wyjątkowego i udzielenia pełnomocnictw pozwalających jego bojówkarzom rozprawić się z komunistycznymi wichrzycielami w całym kraju. Ma dwa nieodparte argumenty: po pierwsze, w Kalifornii to zadziałało. Po drugie, niech pan nie zapomina, panie prezydencie, kto panu kupił to stanowisko.
28 lipca prezydent ulega. Komitet Przywrócenia Ładu Publicznego (ORC), na czele którego stoi Scott, dostaje nieograniczone uprawnienia. Jawne pogwałcenie konstytucji sprawia, że posłuszeństwo Hayesowi wypowiadają jednak gubernatorzy stanów zdominowanych przez demokratów. Pojawia się hasło impeachmentu, ale Kongres nie może się zebrać.
Lojalna wobec ORC armia złożona z najemników Pinkertona i dwóch pułków kawalerii próbuje opanować Saint Louis, ale gwardia narodowa w Missouri przeszła na stronę strajkujących. Oddziały ORC tracą kilkudziesięciu ludzi i tracą wsparcie kawalerzystów – pułkownik Merritt ogłasza, że dekret Hayesa jest niekonstytucyjny i odmawia wykonywania rozkazów póki nie wyłoni się legalny rząd.
Ale skąd ma się wziąć? Hayes oddał realną władzę Scottowi, Kongres nie może się zebrać, coraz więcej miast opanowują komitety robotnicze.
3 sierpnia w Atlancie spotykają się gubernatorzy pięciu stanów południowych, z których właśnie wycofano wojska federalne. Ogłaszają odtworzenie Konfederacji wobec de facto rozpadu Unii. W ciągu tygodnia przyłączają się do nich kolejne trzy stany.
W odpowiedzi WPUS proklamuje radę robotniczą, na czele której staje związkowy przywódca Daniel DeLeon. Związkowcy przywracają łączność na liniach kolejowych, które są pod ich wyłączną kontrolą. Lojalność wobec WPUS deklarują kolejne oddziały Gwardii Narodowej i wojsk federalnych. Tylko w Nowej Anglii dochodzi do starć w Bostonie.
Secesję ogłaszają stany, którym udało się uniknać zamieszek: Texas, Vermont, New Hampshire i Maine. Rdzenni Amerykanie po zniknięciu wojsk federalnych proklamują z kolei w Oklahoma City państwo Sequoyah. O kontrolę nad pogranicznymi terytoriami Kolorado i Utah będą z nimi zaciekle walczyć siły lojalne wobec ORC.
W roku 1879 na terenie dawnych USA mamy więc serię nowych państw: skupioną na Zachodnim wybrzeżu oligarchiczną republikę, której pierwszym tymczasowym prezydentem zostaje T.A. Scott. Środek zajmuje państwo Sequoyah plus niepodległy Teksas. Potem mamy UWSA, czyli United Worker States of America z De Leonem jako Przewodniczącym Federacyjnej Rady Robotniczej i CSA na południu, plus niepodległe stany Nowej Anglii.
W nowojorskim porcie przewodniczący DeLeon i rozentuzjazmowane tłumy witają Karola Marksa, który wraz z Jenny von Westphalen chce ostatnie lata życia spędzić w pierwszym wyzwolonym państwie świata. Na ich cześć lokalna rada robotnicza zmienia nazwę Martinsburga – w którym zaczęła się rewolucja – na Karl-Marx-City, West Virginia.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz