Zakaz smrodzenia

Nie wiem kto jest fotoedytorem portalu, ale domyślam się, że to osoba paląca, bo jakoś dziwnym trafem materiały o zakazie palenia zawsze są ilustrowane zdjęciem wyglądającym jak reklama papierosów. Wolałbym nieco bardziej realistyczną prezentację typowej palaczki.
Zakaz palenia w knajpach musi dotrzeć i do Bolandy, bo taka jest cywilizacyjna tendencja. Myślę o tym z radością marksisty, który cieszy się, że walec historii miażdży akurat tych co trzeba. Sam przyczyniłem się leciuteńko do cywilizowania Bolandy, a było to tak.
Zaproszono mnie w zeszłym roku na festiwal kryminału. Festiwal odbywał się w sympatycznej wrocławskiej kawiarni Literatka. Ściślej rzecz biorąc: sympatyczna będzie po wejściu w życie nowej ustawy, bo po wejściu ujrzałem typowy bolandzki siwy dym. Oczy natychmiast zaczęły mnie piec, układ pokarmowy zaczął powoli lecz nieubłaganie ewoluować od zaniku apetytu do odruchu wymiotnego.
Gdy poczułem ten smród, chciałem w pierwszym odruchu wracać do Warszawy. Oczywiście, powinienem był zapytać organizatorów, czy to impreza dla palaczy. Nie zapytałem. Tak jak odruchowo zakładałem, że organizatorzy nie planują przy mnie defekować, wymiotować czy wypuszczać z jelit gazy flatulencyjne, tak samo zakładałem, że nie będą mnie zasmradzać papierosami.
Powrót do Warszawy nie wchodził w grę, bo bilet na wywiad z Judi Dench miałem już kupiony na trasę WRO-LHR-WAW. Pozostało mi tylko poprosić organizatorów, żeby jednak zaapelowali o niepalenie na festiwalu.
Jak to zwykle bywa z biernymi palaczami, mit „przecież nikomu to nie przeszkadza!” upadł, kiedy tylko pierwsza osoba odważyła się poskarżyć na smród. Nagle okazało się, że śmierdziele są jak zwykle w mniejszości.
Potem zaczęła się druga typowa faza, czyli rżnięcie głupa ze strony palaczy typu „no przecież teraz jest przerwa między jednym spotkaniem a drugim, więc przez ten kwadrans wolno mi tu palić”. Oczywiście, smród przez ten kwadrans ulotni się w sposób magiczny. Zwłaszcza z mojej kurtki na wieszaku obok.
Bardzo niezadowolony z tej próby zaprowadzenia we Wrocławiu Europy był Znany Krakowski Artysta, który napisał kilka świetnych kryminałów, a i jego poezja ponoć ma swoich entuzjastów. Po krótkiej przepychance on demonstracyjnie wyszedł, ja demonstracyjnie zostałem. Proudly making the world better, one stinker at a time.
Morał z tego taki: mit „wolnego wyboru” to taka sama bzdura, jak doktryna „separate but equal”, którą usprawiedliwiano rasistowską segregację na Południu. Nie można niesmrodzącym mówić „zróbcie sobie własny festiwal kryminału”, tak jak sto lat temu mówiono Afroamerykanom, żeby zakładali sobie własne linie kolejowe, skoro istniejące nie wpuszczają ich do pierwszej klasy.
Drugim mitem jest mit „palaczy grzecznie proszących o pozwolenie na zasmrodzenie otoczenia”. Być może tacy istnieją, ale bądźmy szczerzy, w ich życiu ta ustawa literalnie nic nie zmieni. Bo już teraz jeśli tę deklarację traktują serio, to nie smrodzą w knajpach.
Nie podoba mi się to, że z projektu ustawy wypadła kara dla właściciela lokalu. Kara dla samego palacza nie ma sensu – oczywiście, zamierzam wzywać Straż Miejską, ale zanim dotrą na miejsce, śmierdziel się ulotni (smród niestety nie). Przydalaby się możliwość odwołania się do właściciela lokalu, żeby reagował w co bardziej opornych przypadkach.
No i nie podoba mi się zakaz papierosów elektronicznych. Uzasadnianie tego ich szkodliwością to absurd – z całą pewnością szkodliwe są mniej od zwykłych papierosów. Jeśli już zakazywać jakichkolwiek, to czemu właśnie elektronicznych?
Elektroniczne nie śmierdzą w ogóle (sam wąchałem) – więc to z mojego punktu widzenia idealny kompromis dla obu stron. Tyle tylko, że dla wielu palaczy będą niedostępne z podobnych powodów jak fajka, która też znacznie mniej śmierdzi. To nie jest jednorazówka, to wymaga czyszczenia i pielęgnacji. Ilu palaczy ma na to ochotę?
Byle tylko nie przeszły poprawki posłów Platformy, którzy chcą wszystko „liberalizować”. Pozostawić decyzję właścicielom lokali, to jakby ją pozostawić w 1964 władzom stanowym w Missisipi czy Alabamie. Czasem w obronie wolności jednostki federalni muszą komuś przypalantować.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz