Przedludzie Dicka

Dyskusja o aborcji bez wspomnienia „Przedludzi” Dicka jest jak bilet bez hologramu. Moje wspomnienie będzie więc moim sposobem na uczczenie Dnia Kobiet.
Philip Dick był wybitnym pisarzem, który zamieniał w piekło życie każdej kobiety, która miała pecha się w nim zakochać. Pięciokrotnie się żenił i pięciokrotnie rozwodził, wciąż powtarzając ten schemat: po ślubie szybko tracił zainteresowanie małżonką.
Na kolejnej imprezie w oko wpadała mu kolejna piękna młoda brunetka. Łączył ich gwałtowny romans, a więc najpierw podwójne życie, potem seria małżeńskich awantur, wreszcie rozwód i szybki ślub. Czynności powtórzyć.
Biograf pisarza Lawrence Sutin w „Bożych inwazjach” stara się wątpliwości rozstrzygać na korzyść Dicka, ale poddaje się, gdy chodzi o małżeństwa, rozwody i romanse pisarza. Z kart książki wyłania się obraz skrajnie nieodpowiedzialnego drania, który do płacenia alimentów mógł być tylko zmuszony sądownie. Generalnie nie przejmował się kwestią utrzymania byłej żony i własnych dzieci, uważał, że tym powinni się teraz zająć jej rodzice.
Na to nakładały się problemy z narkotykami – niezależnie od sprzedaży książek Dick ciągle tonął w długach, bo przepuszczał na dragi wszystko co zarobił lub miał zarobić, więc nawet gdy nadchodził czek, to zaledwie wystarczało na pokrycie długów. A gdy nie nadchodził czek, to nadchodził komornik z nakazem eksmisji.
Do tego dochodziły problemy psychiczne. Dick często dostawał ataków szału, podczas których rzucał się na swoje kobiety z pięściami. Linda Levy (którą Dick bezskutecznie uwodził obsypując miłosnymi listami) wspomina, jak przyszła do niej posiniaczona Tessa Busby, piąta i ostatnia żona Dicka.
Powiedziała, że pisarz „zamknął frontowe drzwi, nastawił stereo, włączył klimatyzację i zbił ją. Udało jej się uciec, nie wiem po jakim czasie, i przyszła do mnie po pomoc”. Linda namawiała przyjaciółkę, by się wyprowadziła, ale ta odmówiła tłumacząc, że pisarz ma teraz trudny okres.
Rzeczywiście, lata 1972-1974 to dla pisarza najtrudniejszy okres. Gdy akurat nie tłucze żony, pisze donosy do FBI na urojonych komunistycznych agentów, których doszukiwał się w świecie pisarzy, krytyków i wydawców science-fiction. W tym na Stanisława Lema (a właściwie na tajną komunistyczną organizację L.E.M., która stoi za rzekomym pisarzem z Krakow, Poland).
W 1973 roku Tessa rodzi jego jedynego syna, Christophera. Sutin próbuje opisać Dicka jako kochającego ojca, ale fakty mówią same za siebie: „nigdy nie zmieniał pieluch i żądał spokoju, kiedy pisał. Z tym ostatnim było gorzej, bo Christopher płakał prawie co noc”.
Sutin doszukuje się wyrzutów sumienia Dicka w jego liście do matki. „Istnieje w tym kraju tendencja, żeby patrzeć z pogardą na ludzi mających kłopoty finansowe” – pisał – „Ja walczę z tym podejściem i czerpię dumę na przykład z faktu, że, jak wspomniałem w poprzednim liście, Stanisław Lem uważa mnie za jedynego artystę tworzącego w tym gatunku”.
Lem czy L.E.M.? Trochę to sprzeczne? Nic dziwnego, bo pisarz był już na progu totalnej schizy, który przekroczył na przełomie lutego i marca 1974, gdy zaczął mu się zwidywać Jezus Chrystus, laserowe promienie, dziwna twarz na niebie oraz rzymscy legioniści. Twierdził, że tak naprawdę ma na imię Tomasz i żyje w starożytnym Rzymie, a Los Angeles wokół niego to halucynacja. Usłyszał w „Strawberry Fields” Beatlesów przesłanie skierowane bezpośrednio do niego od samego Pana Boga.
W 1972 roku Dick poznał przez Normana Spinrada swoją kolejną brunetkę – Doris Sauter. Trudno powiedzieć, od kiedy znajomość przeszła w otwarty romans, ale w Sauter pisarz odnalazł bratnią duszę. Ona też była żarliwą chrześcijańską neofitką. Na pewno romansowali już w 1974 roku, co doprowadziło w 1976 do rozpadu małżeństwa z Tess.
W autobioraficznej powieśći „Valis” Tess pokazana jest jako Beth, wredna żona Konioluba Grubasa – a Doris jako chora na raka Sherri. Doris rzeczywiście była chora i to jeden z powodów, dla których ten romans nie przekształcił się w małżeństwo. Po prostu mieszkali razem, dopóki w 1977 roku Dick nie poznał niejakiej Joan Simpson, ale to już wykracza poza temat tej historii.
„Przedludzie” powstali w roku 1974, w roku największego nasilenia choroby Dicka. Atakom towarzyszyły napady podejrzliwości wobec towarzyszących mu kobiet – pisarz podejrzewał, że szpiegują go dla CIA, FBI, KGB lub dealerów narkotyków, którym zawsze był winny pieniądze.
Co szczególnie groteskowe, uważał je za złe matki, które chcą krzywdzić jego dzieci, odbierając mu je. Stąd częsty w jego prozie motyw kobiety nienawidzącej dzieci i kobiety nienawidzącej mężczyzn – w przypadku „Przedludzi” spojony w jedno. Karykaturyzował w ten sposób zwykle swoje aktualne partnerki – w tym przypadku Tess, która wolała być bita niż zostawić pisarza w tak trudnym momencie.
Gdy patrzę na biografię autora „Przedludzi”, lepiej rozumiem hasło „I’m pro choice because I’m pro woman”. Najlepszego, towarzyszki.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz