Wujek Zdzisiek na stypie

Po śmierci dziadka w rodzinie zapanowała żałoba. Prawda, nie wszyscy dziadka lubili, ale jak to w takiej chwili, wspominali raczej te lepsze momenty, pomijając te gorsze. I zastanawiali się, czy nie posunęli się za daleko kpiąc z dziadkowej ślepej wiary w to co mówi Ojciec Dyrektor. Poza tym tą starą dziadkową ładą w ten fatalny dzień jechały też Bogu ducha winni kuzyni, których tym bardziej było szkoda.
Podczas stypy w powietrzu wisiało jednak pytanie, bez którego nie może się obejść żadna porządna stypa. Brzmi ono, jak wiadomo, „to co teraz z gospodarstwem”?
Sytucja spadkowa była tak skomplikowana, że widać było, że bez sądu się nie obejdzie. Ktoś nowym gospodarzem zostać musi, prawo nie pozwala na dzielenie nieruchomości. Ale kto? Wujek Bronek? Stryjek Jarek? A może kuzynowi Włodkowi się znudzi na tym jego Polesiu, przecież przyjechałby tu jak po swoje?
Wszyscy w milczeniu jedli rosół, omijając ten temat z daleka. Tylko Kaśka z Kolendów wyskoczyła nagle z pytaniem: „kto z nas chce procesu?” A może zamiast walczyć o schedę po dziadku, zjednoczona żałobą rodzina stworzy kolektywną spółdzielnię rolniczą imienia Zgody Narodowej?
Nikt nie podjął tematu. Ja chciałem nawet skomentować, ale Kasia się potem uśmiechnęła tak uroczo i serdecznie, jak to tylko ona potrafi, więc zmilczałem jak wszyscy.
No, prawie wszyscy. Wujek Zdzisiek z Krasnych Dębów nagle rzucił sztućcami i zaryczał „GARDZĘ WAMI”! Wymachując rękami zaczął oskarżać rodzinę – siostrzeńców o to, że śmiali się z językowych manieryzmów dziadka; ciotki za krytykowanie dziadkowych poglądów; kuzynów o zadawanie się z mieszkańcami okolicznych wsi, z których wszytkie dziadek zdążył już przekląć (a każdą z innego powodu).
Krzyczał, że wszystko się należy rodzinie stryjka Jarka (z którą sam był skoligacony). A reszta nawet nie zasługuje na zachowek, bo robiąc te swoje śmichy-chichy nie okazywała dziadkowi za życia należnego szacunku.
Słuchałem tych wrzasków kończąc w milczeniu rosół. W myślach poprzysięgałem sobie, że ostatnią koszulę sprzedam, jeśli moim zabraknie na adwokata. Byle tylko gospodarstwo nie wpadło w ręce kogoś od strony stryjka Jarka.
Ja tu w końcu też mieszkam, do licha.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz