Muzyka na Halloween


Na festiwalach filmowych najfajniej jest trafić na odjechany ostatni pokaz. Tak późno, że już wszyscy się pogodzili z tym, że przepadnie im normalna komunikacja, więc nastawieni są na nocny, taksówkę albo afterkę w tętniącym życiem centrum wielkiego miasta.
W tym przypadku: Wrocławia, bo niniejszą notkę piszę ku czci filmu „Muzyka dla truposzy”, który zostanie w mojej pamięci zapisany jako jedno z najprzyjemniejszych wspomnień z festiwalu. Jak to na festiwalach, poszedłem na niego w ciemno, pod wpływem przypadkowego impulsu. I bardzo to sobie chwalę.
Film jest fabularnym dodatkiem do płyty nieznanego mi zespołu Califone, zatytułowanej „All My Friends Are Funeral Singers”.
Ilustruję wideoklipem do tytułowej piosenki, który zmontowano z materiału filmowego. Daje dobre wyobrażenie nastroju filmu. Wyreżyserował go członek zespołu, reszta zaś gra dusze muzyków uwięzione w pewnym amerykańskim Domu W Którym Straszy.
Główna bohaterka jest medium, które porozumiewa się z tymi duchami. Pozwala jej to zarabiać na życie, nawet – jak to widzimy – całkiem nieźle. A mimo to przede wszystkim chciałaby ten dom jakoś wreszcie wyegzorcyzmować.
Fabuła jest bardzo prosta, film jest przede wszystkim pretekstem do słuchania takiej właśnie jak powyżej, sennej i odjechanej muzyki. Najlepiej z promilami we krwi albo fajeczką w dłoni. Oczywiście, jako praworządny obywatel zalecam to pierwsze.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz