Now Playing (113)


Wielokrotnie dawałem tu na blogu wyraz swojej miłości do wokalistów o ciekawym głosie. Wybaczyć im mogę nawet rymowanie fire/desire, a jak nie mam czego wybaczać, to już w ogóle bombastik mistalowalowa.
Nie powinno więc nikogo zaskoczyć moje uwielbienie dla Cee Lo Greena. Lubiłem nawet słabe piosenki duetu Gnarls Barkley. A jego solowy singiel „Fuck You” tak mi się strasznie podoba, że chyba dla samego dania temu wyrazu ściągnę jeszcze z Ajtjunsów obie wersje z cenzuralnym tekstem – odpowiednio „F U” oraz „Forget You” (melodia ta sama, zmienione tylko jedno słowo w refrenie).
Tekst opowiada historię erotycznego zawodu, którego doznał podmiot liryczny. Jego dziewczyna rzuciła go dla kogoś, kto jest bardziej nadziany.
Podmiot liryczny próbuje to dzielnie znieść. Dowcipkuje sobie, że on jest jak XBox, a ja jak Atari. Rymuje to z nieosiągalnym Ferrari. „Fuck you”, rzuca pod adresem bogacza, „and fuck her too” pod adresem dziewczyny.
Mówi jej: „żal mi głupca, który cię pokocha”. Pod koniec utworu jednak opuszcza gardę i zaczyna otwarcie się mazać.
Teledysk robi z tego historię z optymistycznym happy endem. Oto czarnoskóry chłopczyk z wyraźną nadwagą przechodzi cykl ciągle tych samych porażek w szkole podstawowej, średniej i na studiach. Dziewczyny odchodzą z kimś bogatszym.
W ostatniej zwrotce ten chłopczyk to już jest dojrzały Cee Lo. Łysy grubas. Gwiazda arenbi. Podjeżdża pięknie odrestaurowanym różowym cadillakiem eldorado pod lokal, w którym jego niegdysiejszy obiekt westchnień konserwuje mopem powierzchnie horyzontalne. Jakże słodko wtedy powiedzieć „fuck you”.
Taka opowieść o triumfie nerda to chyba coś, co zna z własnego życia chyba spora część odwiedzających tego bloga. Na studiach czy w liceum nie należeliśmy do „cool kids”. Czytaliśmy te durne książki, zakuwaliśmy do kolokwiów, lataliśmy na festiwale filmowe i koncerty. Jezus Maria, ja nawet do teatru wtedy często chodziłem.
I czasem wpadamy na dawnych „cool kids”. Jak ktoś jest w moim wieku i do tej pory mu się nie udało, to już widać zaawansowaną menelizację.
Rozmowa się nie klei. Co słychać, u mnie po staremu, u mnie też po staremu. Prośbę o pożyczenie stówy „do końca miesiąca” spełniamy z ulgą wiedząc, że tej stówy wprawdzie już nigdy nie zobaczymy, ale to przynajmniej zakończy niezręczną sytuację.
Cóż, życie nerda rozkręca się gdzieś tak po trzydziestce…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz