Kobiety poza skrajem załamania nerwowego


Bywalcom bloga chciałbym polecić irański film „Kobiety bez mężczyzn”. Wprawdzie generalnie wolę filmy, w których wielkie roboty strzelają laserami, ale czasem budzi się mój wewnętrzny Paweł T. Felis i z opadniętą koparą wpatruję się w film operujący raczej poetycką metaforą niż efektami specjalnymi.
Akcja „Kobiet” dzieje się w czasach operacji Ajax, czyli obalenia demokratycznego rządu Mossadegha w 1953 roku przez wywiady brytyjski i amerykański. Rząd próbował przejąć kontrolę nad irańskimi złożami ropy, co było nie w smak Brytyjczykom cieszącym się wyjątkowo atrakcyjnymi przywilejami wywalczonymi na rympał jeszcze przed pierwszą wojną światową.
Operacja Ajax i późniejsza krwawa rozprawa ze zwolennikami Mossadegha pozostawiły niezaleczone rany w społeczeństwie. Opisuje to na przykład Marjanne Satrapi w „Kurczaku ze śliwkami”.
CIA zainstalowało okrutny i skorumpowany reżim. Nowy premier Zahedi był sympatykiem Hitlera i w 1941 roku Brytyjczycy internowali go obawiając się planów przeciągnięcia Iranu do obozu państw osi.
Nikt tego reżimu specjalnie nie żałował, gdy prawie 30 lat później obalił go Chomeini. Oczywiście, ten też nie przyniósł Iranowi pokoju i demokracji, ale los Mossadegha pomaga zrozumieć, dlaczego w Iranie nawet ludzie nie będący fanatykami islamskiej rewolucji popierają dziś program nuklearny.
Film nie mówi o tych sprawach wprost, podsuwa za to piękne feministyczne metafory. Śledzimy losy czterech kobiet z różnych warstw społecznych, przechodzących osobiste kryzysy równolegle do kryzysu całego państwa.
Film zaczyna się od samobójstwa jednej z nich. Mimo śmierci, kobieta ta odgrywa dalej dość istotną rolę – już jako, no cóż, nie wiem jak to napisać nie odstraszając widzów od filmu… no nie bójmy się tego słowa. Jako duch.
Bohaterka pojawia się tam, gdzie jej rodacy walczą o wolność narodu i jej nadprzyrodzony status przepięknie pokazany jest wizualnie. Spójrzcie na ten kadr – nie wiem czy zgodnie z intencją twórczyń filmu, od razu w kinie pomyślałem o Nedzie, która w 2009 roku też po śmierci stała się wszechobecną ikoną protestu.
Pozostałe trzy kobiety spotykają się w tajemniczym ogrodzie, który chwilami jest piękny a chwilami przerażający (kadr u góry notki). Metafora goni metaforę, symboliki wizualnej więcej tu niż w ostatnim kwadransie „Essential Killing” Skolimowskiego.
Ale tutaj te metafory wydają mi się jakby bardziej sensowne: osobiście odczytuję je jako alegorię zdrady Iranu przez jego własne elity. Nić solidarności, która początkowo pojawia się między kobietą z elit, kobietą ze środka i kobietą z samego dołu drabiny społecznej, w końcu się urywa; elita woli usiąść razem z oprawcami przy suto zastawionym stole.
Ale interpretacji może być więcej, bo film – jak powiedziałem – jest pełen poezji. Weźmy zresztą kadr na górze notki: nawet nie wiadomo, czy kobieta na tym zdjęciu żyje, czy jest jeszcze jednym duchem w tej opowieści.
Mam nadzieję, że ten kadr jednak przekona PT bywalców choćby do tego, że film robi ogromne wrażenie nawet w tych chwilach, w których nie do końca go rozumiemy. Życzę opadających kopar.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz