Belka w oku Terlikowskiego


Prawicowych publicystów czytam zwykle gwoli rozbawienia – histeryczna reakcja Terlikowskiego, który odkrył poświęconą sobie szyderczą grupę na Facebooku dostarczyła mi go aż nadto.
„Dawno nie byłem tak wściekły” – uniósł się Terlikowski i napisał do „Frondy” tekst będący w istocie postulatem pod adresem wydawnictwa „Znak”, by wyrzuciło z pracy jednego ze swoich redaktorów w zemście za fejsowe kpiny z Terlikowskiego.
Prawicowi publicyści generalnie słyną z cienkiej skóry. Jeśli o nich nie pisać w ogóle, wyleją rzekę łez o tym, jak to Salon ich „zamilczał na śmierć”. Jeśli o nich napisać krytycznie, albo nie daj Boże szyderczo, dostają ataku histerii, że oto atak, brutalne zwalczanie, mowa nienawiści i przekraczanie granic.
A przecież nie ma takich granic, które oni sami byliby skłonni respektować, gdy sami piszą o tej znienawidzonej agenturalnej lewicowo-liberalnej cywilizacji śmierci, pachołkach Moskwy i siepaczach Brukseli, przeciw którym toczą dżihad pod sztandarem Prezesa.
Propozycja, by „brukselska centrala Cywilizacji Śmierci” odebrała Terlikowskiemu dzieci i oddała do adpocji dla pary gejowskiej, to przecież tylko pastisz absurdalnego języka, jakim od lat Fronda pisze o prawach reprodukcyjnych i mniejszościach seksualnych. Cała różnica w tym, że kpiarze z Facebooka nie używają aż tak wulgarnego języka i nie mają tej charakterystycznej dla prawicy fiksacji na punkcie skatologii.
Kontynuując najpiękniejsze tradycje polskiego faryzeizmu, Terlikowski oburza się na źdźbło na Facebooku, ignorując belkę na Frondzie. A przecież znieważani na jego portalu ludzie też mają dzieci albo są czyimiś dziećmi i komuś może się zrobić przykro, gdy czyta ten stek obelg.
Igor Janke na swojej uroczej platformie blogowej błyska cenzorskimi nożyczkami z chyżością naspidowanego neutrina ilekroć ktoś wspomni coś o platformach konkurencyjnych. Niesmaczne obelgi, którymi jego blogerzy rzucają pod adresem dziennikarzy „Gazety Wyborczej” – znajdują zaś jego aprobatę.
Po paru latach tolerowania tych obelg – tak, również pod adresem naszych rodzin! – Igor Janke w liście otwartym „do redaktorów Wyborczej” wystąpił w roli skrzywdzonej niewinności. W której teraz występuje Terlikowski. Pewnie jutro Wildstein a pojutrze Ziemkiewicz, jeden z drugim wzorce kulturalnej dyskusji ponad podziałami. Na co odpowiem im wulgarną łaciną: cura te ipsum.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz