Hipster bullshit!

Żeby trochę powkurzać MRW, na którego jak zwykle nie zagłosuję w konkursie „blog roku”, styczniowy ranking od czapy poświęcę teamatyce wyjątkowo mu wstrętnej, czyli hipsterom. Oczywiście, nie tylko MRW nie lubi hipsterów, nikt ich nie lubi, a oni sami przeważnie kategorycznie protestują, gdy ktoś ich tak klasyfikuje.
Via Wiki trafiłem na przepiękny esej analizujący ten fenomen pod kątem klasizmu (nazwisko „Bourdieu” pada 9 razy). Prof. Mark Greif uważa, że hipster działa każdemu na nerwy, bo sprawdza blefy ludziom na obrzeżach klasy średniej.
Sprawdza blef człowieka z LMC, który pracuje jako kelner, ale żyje iluzją, że „tak naprawdę” jest krytykiem filmowym, tylko nie może się przebić do płacącej redakcji. Sprawdza blef człowieka z UMC, który kapitał kulturowy kupuje za kapitał prawdziwy.
Ja tam do hipsterów nic nie mam. No pewnie, że chciałbym mieć małe studio graficzne na rogu Canal i Broadwayu. Gdy stoję w korku na w ząbek czesanej Czerniakowskiej, lubię sobie puścić coś z Ajfona i wyobrazić, że stoję – na przykład – na East River Drive.

Ranking od czapy poświęcę więc piosenkom wspomagającym takie fantazje, czyli music for the hipsters. Przede wszystkim: Momus, hipstaire extraordinaire i jego „I Was a Maoist Intellectual (in the music industry)”.
Jeśli dobrze rozumiem, esencją hipsteryzmu jest branie wszystkiego w ironiczny nawias. Nieustanne sarkastyczne parodiowanie trawestacji pastiszu. Przepięknie wykonane w tekście tej piosenki, w którym szczególnie ubóstwiam następujący rym (opisujący upadek muzyka do klasy niższej):

I became a hotel doorman, I stood there on the doormat

Clutching my forgotten discs in their forgotten format

Jak Momus – to Kahimi Karie. Pisałem o tej piosence u zarania bloga. Podmiot liryczny posiada aparat marki „Nikon 2” (a może tylko fantazjuje o takowym?). Ma też niewiernego partnera (znów: może tylko fantazjuje o takowym?) i liczy na to, że ten aparat pomoże mu w zemście.
Piosenka jest pastiszem piosenek pisanych przez Gainsbourga dla jego uroczych wokalistek. Napisał ją nowojorczyk dla Japonki. Żeby to było bardziej hipsterskie, musiałoby jeszcze pochodzić z zapomnianej sesji uwiecznionej na 8-tracku.

Hipsterem z całą pewnością jest Dick, postać grana w filmie „High Fidelity” przez Todda Louiso. Kto to jest Todd Louiso? To ten aktor, którego w tym filmie nie kojarzycie, bo ani Black ani Cusack (właśnie rzucaniem takich tekstów hipsterzy wkurzają otoczenie).
Dick, jak wiadomo, uwielbia „Belle & Sebastian”. Ich najnowsza piosenka, którą doszczętnie zamemiło mnie agorowe radio Roxy (omówię ją w cyklu „Now Playing”), jest po hipstersku autoironiczna. Nie traktuje o miłości, traktuje o traktowaniu o miłości. Strong stuff.
Ich najbardziej hipsterską piosenką jest chyba jednak „I Want The World To Stop”. Proszę zwrócić uwagę na to, jak często pojawiają się w niej roszczenia typu „chcę” albo „dajcie mi” i niezamaskowany klasizm. Szanujacy się hipster powinien być totalnym egocentrykiem – ja chyba jestem na to za miękki, ale miło pofantazjować w korku.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz