Now Playing (118)


Jak już pisałem przy okazji rankingu muzyki dla hipsterów, wpadła mi w ucho nowa Belle & Sebastian, lansowana uporczywie przez radio Roxy. Szanujący się cyngiel michnikowszczyzny musi się zresztą uśmiechnąć słysząc uroczą odpowiedź na padający w piosence apel „módl się” – „może nie dzisiaj”.
Po angielsku to się rymuje, „pray/today”. Ten sam rym zresztą kiedyś wykorzystał MC Hammer w swoim utworze zatytułowanym „Pray”. Nie chce mi się już sprawdzać, czy to Michalski czy Koehler, ale któryś z tej dwójki się w nawróconym „bruLionie” strasznie zachwycał Hammerem jako przykładem nowoczesnej, popkulturowej ewangelizacji. U can’t touch this.
Piosenka ma strukturę dialogu, choć nie do końca wiadomo, kto do kogo przemawia. Może to dwie strony osobowości tej samej osoby?
Ktoś tu kogoś usiłuje zmusić do napisania piosenki o miłości. Ktoś tu ma też nudną pracę biurowej klasy średniej („I hate my job, I’m working way too much/every day I’m stuck in an office”), która jest jakoś z tym pisaniem piosenek powiązana, ale jak?
Taśmowy, biurowy pisacz piosenek? A może: poeta, który tak o sobie fantazjuje? A może ktoś, kto etatowo zajmuje się zupełnie czymś innym, ale podczas przerwy w korpolanczowni romantycznie umieszczonej na dachu wieżowca, usiłuje „napisać coś o miłości”?
Na sąsiednich blogach koleżeństwo hipsterostwo deklaruje „postironizm”, czyli traktowanie serio tego, co postmodernistyczna kultura ze szczętem zamieniła w żart i kpinę. Cóż, ja już jestem za stary na zmianę gustu.
A może to w ogóle kwestia wieku? Mam zdaje się mniej więcej tyle samo lat co dwaj panowie tworzący duet „Belle & Sebastian”. Wbrew pozorom, w zespole nie ma kobiety, żeński głos, który słyszymy w tej akurat piosence, to zaproszona aktorka Carey Mulligan.
W sequelu do „Wall Street” gra nowojorską hipsterkę, która jest córką Gordona Gekko. W tym jest jakaś pre-post ironia: żeby być prawdziwym hipsterem, trzeba mieć przede wszystkim bardzo bogatego tatusia. Wtedy można sobie rowerkiem z ostrym kołem jeździć między Chłodną a Powiślem i sarkać na biurową klasę średnią.
Która jest taka obciachowa w tym, że musi sobie na wszystko sama zarobić.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz