Projekt Warsiawiak


Uczestniczyłem w tak fantastycznym wydarzeniu muzycznym, że sam sobie zazdroszczę: Projekt Warszawiak wystąpił razem z Kapelą Czerniakowską, uświetniając tym ceremonię przyznania Wdech, nagród Co Jest Grane, dodatku do naszej Stołecznej.
Sam nie wierzę, że to piszę, ale niestety muszę dodać: „a poza tym wystąpił znakomity zespół The Dynamics”. Uwielbiam Dynamicsów, kupiłem ich sobie z Ajtjunsów dawno temu (zdaje się, że polecił mi ich system automatycznych rekomendacji, bo to muzyka pasujaca do mnie jak ręka do rękawiczki). No ale Projekt Warszawiak to naprawdę Wydarzenie.
„Ilustrowany Przewodnik po Warszawie (wraz z treściwym opisem okolic miasta)”, wydany nakładem redakcyi „Wędrowca” w 1893 tak opisuje dzisiejsze okolice PKP Powiśle:
Nad samą Wisłą wznosi się wysoki wał, który jednak mieszkańców nie zawsze chroni od powodzi. Przy nim znajdują się liczne, niezabudowane place, na których pasie się bydło i wyleguje na słońcu letnią porą mnóstwo próżniaków obojej płci, noszących techniczną nazwę w żargonie miejskim „andrusów” lub „łobuzów nadwiślańskich”. W dalszym ciagu ku alei Jerozolimskiej wznoszą się czasem oparkanione, niekiedy wcale nie, wielkie składy drzewa, „szychtami” zwane, w których wspomniane warstwy ludności miejskiej obierają sobie noclegi. Spacer nocną porą tym wałem nie należy do najbezpieczniejszych.
Wkrótce jednak te typy i ta część miasta ze swem zaniedbaniem i budami, należeć będzie do historyi. Grono bowiem kapitalistów złożyło projekt magistratowi urządzenia tu pięknych bulwarów i zabudowania ich wspaniałemi kamienicami. Czy ten projekt przyjdzie do skutku, przyszłość okaże.
Przyszłość okazała, że warszawski problem z Wisłą trwa do dzisiaj. Spacer nocną porą nie należy tam do najbezpieczniejszych. Do dzisiaj jadąc nocą Wisłostradą, wspominam wielkiego socjalistę Jana Strzeleckiego, któremu w 1988 po prostu zabrakło tu benzyny.
Bulwary zaczęła w końcu budować II Rzeczpospolita. Z rowerowych wycieczek pamiętam zaśniedziałą pamiątkową tablicę, która głosi mniej więcej, że pierwszy odcinek oddano w roku 1936, całość ukończono w roku 194. Zostało wolne miejsce na wbicie cyferki.
Jeśli za ukończenie uznać Wisłostradę, to na tablicy powinien się pojawić rok 1975. Ale pojawia się pytanie: co to za bulwar, na którym strach nocą zatrzymać samochód? Nagodzone Wdechami Centrum Nauki Kopernik przecież wszyscy w stolycy kochamy także za to, że to element odzyskiwania brzegu Wisły dla cywilizacji łacinskiej.
Okrężną drogą wracam do Projektu Warszawiak. Jego sens artystyczny rozumiem tak, że jest to próba odnalezienia wspólnego mianownika między wszystkimi stereotypami związanymi z Warszawą: japiszona, kibola, geja, heteryka, powstańca, klubowicza, ojca rodziny, hipstera, artysty, korpoludka.
Panowie Garlicki/Jędrasik/Orfin szukają tego mianownika – bardzo mądrze – w sferze zmitologizowanej historii. Sięgają po motyw andrusa, ocanony od zapomnienia przez Grzesiuka i Kapelę Czernakowską.
Ileż uroczego klasizmu jest w słowach redakcyi „Wędrowca” o „wspomnianych warstwy ludności miejskiej”. Klasowo rzecz biorąc, andrusi stanowili underclass. Nie byli nawet proletariatem.
Nikt nie lubi underclass. W każdym ustroju snuje się plany usunięcia „wspomnianych warstw”. W kapitalizmie ma tego dokonać gentryfikacja, czyli zaoranie ich „bud” pod „wspaniałe kamienice”. Komunizm i nazizm rozwiązywały to nieco prościej, ale cel jest ten sam: Die Endlosung der Andrusfrage.
Warszawskiego andrusa na swój sposób eksterminował każdy z tych ustrojów. Skutecznie, już gdy w 1968 powstawała Kapela Czerniakowska, to było nostalgiczne ratowanie zamierającej tradycji.
Chcociaż więc przestroga redakcyi „Wędrowca” jest niezmiennie aktualna: nocnych spotkań z underclass należy zdecydowanie unikać, to same okoliczności ich dwudziestowiecznej eliminacji z Powiśla budzą wobec nich szacunek. A może nawet jakąś sympatię?
Pewnie o to chodziło Grzesiukowi. Projekt Warszawiak dodaje do tego drugą warstwę: Warszawa to miasto, w którym się walczy. Jak ktoś chce spędzać czas pijąc piwo w miłym towarzystwie, są w Polsce lepsze adresy. My tu żyjemy tak: wygraj albo przegraj. Nie ma remisu, nie ma przebacz, nie ma plusika na zachętę.
Pod tym mottem podpisze się w Warszawie kibol i korpoludek, hipster i odpowiedzialna głowa rodziny. I pewnie tak się żyło sto lat temu w składach drewna na Powiślu. Projekcie Warszawiak, trafiliście w punkt.
Wygraliście Warszawę.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz