Now Playing (121)

Pomyślne wichry rzuciły mnie do Barcelony, gdzie spotkał mnie zaszczyt zobaczenia swojego nazwiska w papierowej gazecie „El Pais”. Ciekawe, czy przed Upadkiem Prasy Papierowej uda mi się to jeszcze z „Guardianem” albo „New York Timesem”?
Myślałem, że Upadek Sklepów Z Płytami dokona się szybciej od upadku gazet, ale w Barcelonie się nawet nie zaczął. Mieszkałem przy ulicy pełnej małych sklepików z płytami, które oczywiście splądrowałem i odnalazłem w jednym z nich nielegalne trance’owe remiksy Pink Floyd, tym razem płyty „Meddle”.
Już kiedyś coś takiego upolowałem – też w romantycznym miejscu, bo z kolei w małym sklepiku w Wiedniu. To były remiksy „Wish You Were Here”, bardzo zresztą fajne, polecam zwłaszcza „Have A Cigar (Take A Joint Version)”.
Kupienie bootlegowej płyty ma w sobie coś z absurdu – choć zapłaciłem 15 euro, i tak mam w odtwarzaczu coś, co łamie prawa autorskie. Czemu nie pójść na pełny nielegal i zajumać zajumane przy pomocy torrenta?
W moim przypadku odpowiedź jest strasznie prosta – gdy obserwuję kompulsywnych jumaczy widzę, że oni nie mają czasu na przesłuchanie tych terabajtów muzyki, obejrzenie tych wszystkich sezonów „Dextera”, przejście wszystkich gier na crackowanym serialu.
Kupienie płyty sprawia, że coś mogę wyjąć z pudełka i włożyć do samochodowego odtwarzacza. Owszem, zaraz i tak zripuję i będę z tego mieć niezabezpieczony plik AAC, który i tak teoretycznie mógłbym upolować na jakimś pirackim serwerze.
Gdzieś tam do ściągnięcia są przecież bootlegowe miksy innych płyt Pink Floyd – ale wysłucham ich dopiero jak dopadnę płytkę. Nie dlatego nawet, że taki ze mnie płytkofil i plikofob, po prostu dlatego, że ledwie się wyrabiam z odsłuchiwaniem tego, co kupiłem.
Tym, którzy chcą sobie jednak ściągać, polecam miks, który mi najbardziej przypadł do gustu: „Fearless”, piosenka, która na prawdziwym „Meddle” w ogóle mi się nie podobała (anonimowy remikser poległ natomiast na dwóch najmocniejszych utworach z płyty: „One Of These Days” i suicie „Echoes”).
Modyfikacja poszła bardzo daleko, bo dorobiono piosence nową linię basu (etatowy basista w wersji oryginalnej nie wiadomo po co brzdękoli na akustycznej szóstce). W efekcie wyszło bardzo odjechane, psychodeliczne reggae, które ma nawet chyba pewien potencjał taneczny. W każdym razie, dla publiki po czterdziestce i po dwóch setach.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz