Oscar is not enough

Jak to dobrze, że bracia Karnowscy występują w dwóch egzemplarzach. Pół internetu kiedyś się śmiało z reportażu Michała Karnowskiego o „żelaznym kanclerzu” Jarosławie Kaczyńskim, co to wprawiony w dobry nastrój „radosnym gaworzeniem z babciami i wnukami wspólnie uprawiającymi sztuki plastyczne w miejscowym domu kultury (…) w jednej z wojnickich fabryk wśród pachnących farbą, dopiero co wyprodukowanych maszyn drukarskich wygłosił, po raz pierwszy tak szczerze, swoje credo: Postawiliśmy na zwykłą Polskę!”.
Michał Karnowski, zdaje się, wyciągnął z tego wnioski. Reportaż bardzo szybko zniknął ze strony dziennik.pl i dziś już krąży po internecie tylko w kopipastach. Autor jakby zaczął unikać podobnej stylistyki.
Na szczęście jego brat też postanowił o kimś dobrze napisać i wyszło mu to bliźniaczo podobnie. Ludziska, kopiujcie to, zanim też zniknie.
Jacek Karnowski poszedł na film swojej koleżanki ze świata prawicowej publicystyki, Anity Gargas. Film, oczywiście, o Smoleńsku, bo kto jak kto, ale prawicowi publicyści zawsze wiedzą, gdzie w danym sezonie leżą konfitury.
„Mogę stwierdzić, że to film najwyższej próby, wart jak najszerszej prezentacji” – pisze krytyk i widzi, że to jeszcze i tak zabrzmiało za słabo. Dodaje więc: „Film, który powinien dostać niejedną znaczącą nagrodę”.
Szkoda, że nie precyzuje jaką: Oscar? Złota Palma? BAFTA? Berlin? Wenecja? Cezar? Ależ panie Jacku, to pan nie wie, że wszystkie te nagrody kontrolują nieprzychylne PiS środowiska żydokomuno-gejolewackie i prawdziwa demokracja będzie dopiero gdy jurorzy wyznaczeni przez PiS opanują co najmniej połowę światowych festiwali?
Karnowskiemu obcy jest postmodernistyczny subiektywizm recenzencki, swoją opinię starannie uzasadania obiektywnymi czynnikami. Właściwie jednym, za to decydującym: „film jest tak dobry przede wszystkim dlatego, że widać ogrom pracy włożony w jego przygotowanie”.
Fakt, to podstawowa zasada sztuki, że jak artysta się ciężko napracował, to dzieło eo ipso musi być dobre. Tarantino biega po planie z plecakiem wypełnionym cegłówkami bo wie, że ciężka praca musi dać rezultat.
Film Gargas jest tym lepszy, że praca – nie dość że ciężka – przebiegała także w warunkach uciążliwych estetycznie i być może groźnych dla zdrowia. „Gargas wraz z ekipą spędziła w Smoleńsku i okolicach kilka tygodni” – pisze Karnowski, a mi się już jej robi szkoda (wraz z ekipą).
„Goniła w siarczystym mrozie (termometr w aucie ekipy pokazywał -17 stopni)” – pisze dalej krytyk, a ja już jestem bliski łez. Tej zimy w moim aucie termometr pokazywał czasem nawet -25, a ja goniłem setki kilometrów nie dla Sprawy, tylko z rodziną na ferie.
To jeszcze nie koniec męczeństwa Anity Gargas. „Spędziła godziny na charakterystycznych klatkach schodowych post-sowieckich bloków (…) Skutecznie wyciągała ze świadków relacje nawet wówczas, gdy mówili twarde NIET. A mogła ich pytać po rosyjsku (niedoskonale, ale jednak), bo przed wyjazdem zaliczyła intensywny kurs języka rosyjskiego”.
A więc naprawdę już koniec naszej politycznie poprawnej relatywistycznie moralnej cywilizacji śmierci, towarzyszki i towarzysze. Prawicowi publicyści w swoim bezkompromisowym dążeniu do ujawnienia Prawdy sięgnęli po broń ostateczną: zaczęli już nawet się uczyć języków obcych! Jeszcze wprawdzie posługują się nimi „niedoskonale” – „ale jednak”! Biada nam, biada!
Intensywny kurs rosyjskiego, jazda po mrozie oraz kontemplowanie klatek schodowych z blokowiska (panie Jacku, większość z nas – tych, których w odrożnieniu od prezesa Kaczyńskiego „wychowywało podwórko” – kawał życia spędziła w takich „charakterystycznych post-sowieckich blokach”), przyniosło rezultaty.
Gargas dotarła do ekspertów od meteorologii i katastrof lotniczych, którzy ujawniają jednoznaczne dowody zbrodni Tuska i Putina. „I już wydaje się że wszystko jasne, gdy inny rzuca:
Skąd tutaj mgła o 10-ej godzinie?” – pisze Karnowski.
No, wiadomo skąd. To już ustaliły wcześniejsze śledztwa „Gazety Polskiej” i pacjentów serwisu Psychiatryk24, z których zbiorczy raport znajdziemy pod tym adresem. Po prostu termobaryczny meaconing z bezgłośnego helikoptera poprzedził szturm Specnazu w wozach strażackich do wytwarzania sztucznej mgły.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz