Epic Fail is Epic

Uwielbiam śledzić prawicową blogosferę – jej rozłamy, awantury, komisje śledcze, podejrzenia i oskarżenia. To kojące, że ci ludzie nawet gdyby chcieli dokonać zamachu stanu – a śledząc to, co oni piszą w internecie, wcale nie uważam, że Stefan Bratkowski aż tak bardzo przesadza z tym faszyzmem – w pierwszej kolejności powyrzynają się nawzajem.
Afera „Nowego Ekranu” przerasta mnie jednak jako blogera. To jest epickie, a ja zawsze wolałem krótkie formy. Tekstowisko, Jubelgate, Matka Kurka – to wszystko były psychiatryczne afery na  notkę, najwyżej dwie.
Teraz jednak mamy spór, w którym cała prawicowa blogosfera musi wybierać, czy bardziej ufa blogerowi ukrywającemu się pod pseudonimem „Aleksander Scios” czy blogerowi ukrywającemu się pod pseudonimem „Łażący Łazarz”.
Obaj oskarżyli się o agenturalne rozbijanie prawicy z poduszczenia wiadomych kół, będących wodą na ściśle określone młyny. Nie ma w tym nic specjalnie zaskakującego, bo obaj od dawna w prawicowej blogosferze snuli naciągane teorie, budujące fantastyczne oskarżenia na wątpliwych przesłankach – po raz pierwszy jednak sami stali się bohaterami tekstów pisanych w swoim stylu.
„Nowy Ekran” początkowo zapowiadał się jako jeszcze jeden atak megalomanii pacjenta Psychiatryka24. Wielu z nich miało taką fazę: w pewnym momencie ogłaszali, że mają już dość tego, że Krawczyk i Janke zachowują się tak, jakby Salon24 był ich prywatną własnością. Odchodzą by stworzyć nową platformę wolnej wymiany myśli bez cenzury.
Tak naprawdę jednak chodziło im o to, żeby cenzurować po swojemu na swojej platformie. Między uciekinierami szybko dochodziło więc do dalszych rozłamów. Blogmedia rozpadły się na Blogmedia24, Niepoprawnych i Blogpress. W Tekstowisku jeden pokłócony wspólnik wyjął wtyczkę drugiemu wspólnikowi i cały serwis wyparował bez śladu.
Rozłamów unikali ci, którzy od początku wspólników nie mieli. Tym jednak szybko zaczynała doskwierać samotność, prędzej czy późńiej wracali więc na łono Psychiatryka24, zwykle dla ukrycia porażki dodając w każdym wpisie, że „to tylko blog na specjalne okazje, właściwy jest gdzie indziej” (jakby kogokolwiek to obchodziło).
„Nowy Ekran” miał być inny, całkowicie pozbawiony cenzury. Decyzje miała podejmować Rada Blogerów, a nie właściciel. Zresztą sami blogerzy wkrótce zostaną właścicielami, sam właściciel wkrótce ma ustąpić, bo blogerzy mieli dostać akcje Nowego Ekranu.
Czytałem to wszystko z ogromnym rozbawieniem, bo wprawdzie o mediach nie wiem aż tak dużo, ile Franz Maurer o zabijaniu, ale trochę jednak wiem – i ta wiedza mi mówi, że tak przemyślany projekt medialny nie ma prawa zadziałać. Nie da się redagować gazety przez „radę dziennikarzy”, od początku wiedziałem więc, że owa Rada Blogerów będzie równie kabaretowa, jak blogerska komisja śledcza, którą swego czasu Igor Janke powoływał dla wyjaśnienia Jubelgate.
Nie da się tak skonstruowanego projektu wprowadzić na giełdę. Inwestorzy nie lubią niejasności. W spółce wprowadzanej na giełdę wszystko musi działać wobec przejrzystych reguł – musi być wiadome, co do czego należy i kto za co odpowiada.
Dla polskiej prawicy jednak wszystko co jasne, jest od razu podejrzane. Co oni ukrywają, skoro udają, że nic nie ukrywają? Najlepiej się czują, kiedy mętny inwestor naskłada mętnych obietnic i namówi do mętnego projektu. Jak coś jest mętne, to jest konspiracyjne, można używać pseudonimów i bawić w małego powstańca.
Ja jako lewicowo-liberalna politycznie poprawna cywilizacja śmierci mam wrodzony wstręt do wszystkiego, co niejasne, ukryte i tajne specjalnego znaczenia. Wierzę, że świat jest fundamentalnie poznawalny, a jeśli ktoś nie umie klarownie przedstawić swojego stanowiska to znaczy, że bredzi.
Wiem, że są ludzie o innej konstrukcji psychicznej, odczuwający instynktowne zaufanie do wszystkiego, co niezrozumiałe: od razu zakładają, że ktoś mówi niejasno, bo „nie wolno mu powiedzieć więcej” albo „jest tak genialny, że za nim nie nadążamy”. Nie należę do tych ludzi.
Nie to, żebym im jakoś bardzo źle życzył, ale nie chcę, by mieli wpływ na kształtowanie spraw w moim kraju. Dlatego mam tyle radości z fiaska każdego projektu typu „Nowy Ekran”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz