Tusk, Marks i Trocki

Na blipie pojawiła się momencie dyskusja o tym, kto z nas pierwszy pójdzie pod mur, gdy nadejdzie rewolucja, a już się uporają z Korporacją Syriusza.
Co do mnie, swoje nadzieje na przetrwanie wiążę ze studiowaniem biografii osób, które zawsze stały po dobrej stronie plutonu egzekucyjnego. W tym: ojca Sieyesa, który swoją działalność w okresie rewolucji francuskiej podsumował lakonicznym „j’ai vecu”, „utrzymywałem się przy życiu”.
To jednak nie do końca szczera deklaracja. Sieyes odegrał w tej rewolucji ważną rolę. Rewolucja tak naprawdę zaczęła się nie 14 lipca, ale 20 czerwca, gdy Ludwik XVI zrozumiał, że ma przeciwko sobie już nawet przedstawicieli arystokracji – gotowych zbrojnie poprzeć zbuntowanych przedstawicieli Trzeciego Stanu podczas obrad Stanów Generalnych.
„Eh bien, foutre, qu’ils resistent” – te monarsze słowa, które  pozwolę sobie przełożyć jako „się k… uparli”, były jak „upadł komunizm” Szczepkowskiej. Sieyes był w tej analogii głównym rozgrywającym w Magdalence, bo widzimy go na każdym kroku – gdy przedstawiciele Trzeciego Stanu ogłaszają bunt i gdy dołączają się do nich przedstawiciele kleru i szlachty.
Sieyesowi zawdzięczamy nawet nazwę francuskiego parlamentu. 15 czerwca Sieyes kierował obradami zrewoltowanej izby Trzeciego Stanu i podniósł ważkie zagadnienie: skoro już nie jesteśmy izbą Trzeciego Stanu, to jak się będziemy nazywać?
Padały różne propozycje. Początkowo przeważała opcja „Zgromadzenie uznanych i zweryfikowanych przedstawicieli narodu francuskiego”. Sędzia Mounier zaproponował „Prawowite zgromadzenie przedstawicieli większości narodu działające pod nieobecność mniejszości”. Hrabia Mirabeau upierał się przy „Przedstawicielach ludu francuskiego”.
Ostatecznie zadecydowało poparcie Sieyesa dla wniosku posła Legranda, by wybrać branding lakoniczny, wpadający w ucho i dobrze odbierany przez targeta z fokusem – „Zgromadzenie Narodowe”.
Autorytet bretońskiego księdza brał się w dużym stopniu z tego, że wielu deputowanych znalazło się w izbie dzięki niemu i jego wpływowej broszurze „Czym jest Trzeci Stan?”, opublikowanej w styczniu 1789. Lakoniczna odpowiedź na tytułowe pytanie: „Czym jest? Wszystkim. Czym był dotąd? Niczym. Czego pragnie? Stać się czymś”, to klasyka wszech czasów, razem z „yes, we can” i „schowaj babci dowód”.
Sieyes był więc dla wszystkich republikanów autorytetem, ale nigdy nie był tak bardzo na świeczniku, żeby go trzeba było zabijać przy kolejnym zakręcie. Był we wszystkich francuskich parlamentach z wyjątkiem Legislatywy (bo kto był w Konstytuancie nie mógł kandydować do Legislatywy w 1791).
Popierał objęcie władzy przez Robespierre’a, głosował za ścięciem Ludwika XVI, ale potem poparł spisek z 9 termidora, w którym obalono i zabito Robespierre’a.
Był znaczną figurą za czasów Dyrektoriatu, ale spiskował przeciwko termidorianom, którzy demokratyczną Republikę przekształcili w autorytarną oligarchię. Szukał kogoś, kto mu pomoże ich obalić. Napoleon nie był jego pierwszym wyborem, ale generał Joubert pechowo poległ w bitwie z Suworowem.
Cesarz doceniał jego wkład w spisek z 18 brumaire’a, ale ani mu w głowie były oczywiście demokratyczne mrzonki, na które namawiał go Sieyes. Czasem tylko dawał się udobruchać gdy ten wstawiał się za jakimś starym jakobinem.
Nawet za Restauracji Ludwik XVIII potraktował go łagodnie jak na kogoś, kto głosował za ścięciem jego brata. Represje sprowadzały się do wyrzucenia z Akademii Francuskiej, do której Sieyesa przywrócono za Ludwika Filipa.
Gdy na blipie wyznałem swoją sympatię do Sieyesa okazało się, że nie jestem sam. To uświadomiło mi, że wszyscy lubią Sieyesa. Ciocia Wiki przedstawia go jako liberała, któremu w rewolucji zawsze chodziło o stworzenie ustroju pozwalającego każdemu na „pokojowe zmierzanie do materialnego komfortu”.
Taką rewolucję, w której każdy spokojnie zarabia sobie na swojego SUV-a i smarftona, to ja też oczywiście popieram wszystkimi mackami. Ale wikipedysta po prostu wyciągnął z Sieyesa to, co najbardziej się podoba dzisiejszej klasie średniej.
O Sieyesie z aprobatą pisał jednak nawet Lew Trocki, odwołując się w polemice z „Co robić” Lenina w 1904 do sieyesowej formuły, że władza powinna pochodzić z góry, a zaufanie od dołu.
Marks, jak pokazuje to David McLellan analizując publikacje z „Deutsch–Französische Jahrbücher” z 1843, właśnie pod wpływem Sieyesa formułował myśli, które po 5 latach zaowocują „Manifestem Komunistycznym”. Uznał, że to proletariat jest tą klasą, z którą Sieyes błędnie wiązał swoje nadzieje na wyzwolenie ludzkości.
Sieyes będzie więc bliski każdemu, kto – choćby krytycznie, ironicznie i z mnóstwem „ale” – ceni sobie Rewolucję Francuską. A więc i zwolennicy oswieceniowej lewicy i cywilizowanej centroprawicy, akceptujących wartości republikańskie. Zwolennicy Marksa i zwolennicy Tuska.
Potępiać go będą tylko ci, którym bliżej do Wandei – a więc wrogowie Oświecenia z „Frondy” i „Krytyki Politycznej”

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz