Talibowie w Klewkach

Legenda o Lepperze ujawniającym tajne więzienia CIA w Polsce pokazuje, jak wielu ludzi w Polsce nie potrafi skorzystać z kalendarza. Proszę spojrzeć na dwie daty.
Dzięki odnalezieniu książki ruchu z lotniska w Szymanach znana jest już data przylotu pierwszego tajnego amerykańskiego samolotu – 5 grudnia 2002. Przemówienie o „talibach kupujących wąglik w Klewkach” Lepper wygłosił w sejmie 29 listopada 2001.
Proszę spojrzeć na te dwie daty: dwa tysiące jeden, dwa tysiące dwa. Dwa tysiące jeden, dwa tysiące dwa. Jedna z nich jest o rok wcześniejsza od drugiej. Mała psychozabawa: która jest wcześniejsza?
Tak, brawo! Większość zgadła. Dla mniejszości, którą przerasta obsługa kalendarza, wyjaśnienie łopatologiczne: rok 2001 był przed rokiem 2002. Serio serio. Zatem o czymkolwiek wtedy Lepper mówił, nie mógł mówić o Szymanach – chyba, że ktoś wierzy w jasnowidzenie.
Tak jak to zresztą jest z wizjami Nostradamusa, dopasowanie wizji Leppera do tajnych lotów CIA w Szymanach wymaga sporego wysiłku (nad)interpretacyjnego. Klewki z Szymanami łączy tylko to, że leżą w jednym województwie – ale nawet nie blisko siebie (godzina jazdy samochodem).
Po drugie, w wersji Leppera nie było tak, że talibów do Klewek przywożono tajnymi samolotami jako więźniów. Przylatywali dobrowolnie, bo hodowali tam wąglik do ataku terrorystycznego na USA.
Maciej Gdula z „Krytyki Politycznej” snuje barwną hipotezę: „kto wie, być może przekazał mu ją [informację o więzieniach CIA – przyp. WO] jakiś oficer tknięty wyrzutami sumienia”. Nie ma co hipotetyzować, wiadomo dokładnie, kto był źródłem rewelacji: niejaki Bogdan Gasiński, zootechnik, który w kwietniu 2001 porzucił gospodarstwo rolne w Klewkach po pomorze bydła.
Tłumaczył on ów pomór właśnie wąglikiem hodowanym przez talibów. Inspektorzy ochrony środowiska, którzy pojawili się potem w Klewkach, potwierdzili pomór ale nie odnaleźli wąglika – według nich, przyczyną było skandaliczne traktowanie zwierząt przez zootechnika Gasińskiego.
Z pewnością inspektorzy byli na żołdzie talibów. Albo CIA. Albo jednych i drugich. W każdym razie, byli w Spisku.
Bogdan Gasiński to fascynująca postać, doskonale pokazująca jednocześnie, kogo popierał Andrzej Lepper jako trybun ludowy – jakże pasuje on do Misztala, Hojarskiej czy Łyżwińskiego. Z różnych jego pomysłów najbardziej podoba mi się kreatywne wykorzystanie zbieżności nazwisk z dziennikarzem TVN Jackiem Gasińskim.
Przedstawiając się jako „Bogdan Jacek Gasiński” okradał hotele w całej Polsce. Urządzał sobie ucztę i znikał następnego dnia nie uregulowawszy rachunku, zabierając za to wszystko co się dało wynieść z pokoju – jak nie telewizor to chociaż coś z minibaru.
Sprawa wyszła na jaw dopiero gdy okradzeni hotelarze zgłosili się do TVN. Aresztowany Gasiński wyjaśnił, że to była jego zemsta na dziennikarzach za potraktowanie jego rewelacji szyderstwem.
Jeśli mu wierzyć, afera zaczęła się około 1995. Gasiński przez 6 lat wykonywał tajne loty na rzecz międzynarodowych terrorystów, przekazywał im plany lotnisk i plan ataku na USA. Znał też tajne powiązania gangu pruszkowskiego z zamachowcami 11 września.
Tylko dlaczego właściwie wierzyć człowiekowi, którego przyłapano na oszustwie i wyłudzeniach? W moim nieznośnie sceptycznym umyśle bardziej prawdpopodobna wydaje się taka hipoteza, że krowy w Klewkach padły z powodu jego zaniedbań – a bajkę o wągliku wymyślił jako swoje usprawiedliwienie.
W obecnej wersji Gasiński nie twierdzi już zresztą, że chodziło o talibów i wąglik. Przeszedł na islam i nazywa się teraz Bogdan Mohammed Hassan Gasiński. W najnowszej wersji jego rewelacji zamiast talibów przylatujących po wąglik występują mudżaheddini przylatujący po szmaragdy.
W wersji ze szmaragdami to brzmi nawet jakoś fajniej.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz