Now Playing (128)

Nie znam hiszpańskiego, ani tym bardziej portugalskiego, ale strasznie mnie kiedyś zafrapowało, gdy tow. Zgliczyński – biegły w mowie naszych latynoskich compadres – powiedział mi, że oni mają dwa czasowniki na określenie tego, co we wszystkich innych językach określa się jako „być”.
Jeden określa chwilowy warunek, drugi esencjonalną właściwość. Niby logiczne, ale gdy spróbowałem zbudować proste zdanie „estoy periodista” od razu podskoczył mówiąc, że to nie jest poprawne frazeologiczne, zawody są z serem a nie z esterem, czyli poprawnie będzie „soy periodista”.
Wydało mi się to nielogiczne, bo przecież dziennikarstwo nie jest jakąś moją esencjonalną cechą. Sięgnąłem po ten zawód w okolicznościach w najwyższym stopniu przypadkowych, a w dodatku w czasach prekariatu wszyscy musimy być przygotowani na konieczność nagłego przebranżowienia. Dzisiaj jestem periodista, a maniana będę un vendedor de las alfombras.
Ciekawe, czy Latynosi budują jakieś gry słów i poetyckie metafory z tego, że coś jest czasem ser, a czasem estar? Nawiązując do flejma o transseksualizmie: czy po hiszpańsku też można urazić czyjeś uczucia nieodpowiednim czasownikiem przy „jest kobietą”?
W nazwie zespołu CSS środkowe „s” to właśnie „ser”, czyli esencjonalna własność. Skoro jednak nazwa zespołu ma podobno oznaczać „zmęczone byciem sexy”, to znaczy, że bycie sexy uznano za coś nieprzymijalnego. Ciekawe, jaki czasownik te urocze Brazylijki będą odmieniać w czasie zaprzeszłym gdzieś tak koło 2050?
Po to jest karnawał, żeby nie zadawać sobie takich głupich pytań i tańczyć do CSS, nie do CES. „Hits Me Like A Rock” jednej z tych dwóch grup lansowany jest (esta?) przez Radio Roxy. I albo to będzie hit tegorocznego karnawału, albo ja już zupełnie nie rozumiem, co się tym ludziom podoba.
Tekst piosenki odwołuje się do innej gry słów: dwóch znaczeń słowa „rock” w języku angielskim. Jedno z nich to „kamień” lub „skała” i pochodzi ze średniowiecznej łaciny. Drugie pochodzi z języków nordyckich i oznacza „kołyszący ruch”, z czego z kolei wzięła się nazwa nurtu muzycznego.
Podmiotka liryczna wspomina jakiegoś hita – zapewne rockowego, skoro cementował on jej namiętny związek z jakimś szalonym motocyklistą. Hit ten, chociaż dość stary, wciąż jeszcze wali ją niczym kamień. Tak się zdarza ze starymi rockowymi hitami, „Burn” Purpli – które odświeżyłem sobie ostatnio w kolejnej edycji „Guitar Hero” – wali w dekiel jak ongi.
Kiedyś disco i rock to były dwa przeciwstawne światy. Teraz coraz częściej mamy piosenki disco o piosenkach rockowych. Ciekawe, kiedy Iron Maiden nagra covera „Disco Inferno”?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz