Wojownicy Chrystusa Króla

Atocha 55

24 stycznia 1977 o godzinie 22:45 do budynku przy ulicy Atocha 55 w Madrycie weszło trzech mężczyzn w wojskowych płaszczach. Wyjęli spod nich pistolety i zabili pierwszą osobę, którą spotkali jeszcze w hallu.
Pozostałe osiem osób ustawili pod ścianą z podniesionymi rękami na egzekucję. Byli to głównie prawnicy doradzający związkowi zawodowemu CCOO. Zorganizowała go w latach 60. nielegalna partia komunistyczna. Od śmierci generała Franco w listopadzie 1975 działał jawnie, odbierając członków reżimowym związkom.
Napastnicy szukali Joaqiuna Navarro Estevana, prominentnego działacza związkowego – którego tego wieczoru nie było w biurze. Próbowali wydobyć od swoich ofiar informacje o tym, gdzie go znaleźć. Na próżno, otworzyli więc do nich ogień.
Byli słabo przeszkoleni w posługiwaniu się bronią, część ofiar przeżyła mimo ciężkich ran. W tym jedna kobieta w ciąży (jej mąż zmarł następnego dnia w szpitalu).
Zabili życie nienarodzone, a nie zabili komunistki – trudno sobie wyobrazić tę podwójną rozpacz, jaką to musiało wzbudzić w Wojownikach Chrystusa Króla!
Guerrilleros de Cristo Rey i Alianza Apostolica Anticomunista to nazwy, które przybierali ultraprawicowi bojówkarze torpedujący proces hiszpańskiej demokratyzacji w latach 70. Ich działalność polegała na podpalaniu budynków, podkładaniu bomb, pobiciach i mniej lub bardziej skutecznych próbach zastraszenia osób o poglądach lewicowych.
Prawnicy z Atocha niestety nie byli pierwszymi ofiarami hiszpańskiej transformacji ustrojowej, ale przeprowadzona z zimną krwią egzekucja zaszokowała opinię publiczną i przypomniała najgorsze czasy frankizmu. Reakcją był powszechny strajk, który sparaliżował Madryt w nadchodzących dniach – solidarnie strajkowały też inne miasta, przede wszystkim w Katalonii i Asturii.
W pogrzebie ofiar uczestniczyło przeszło sto tysięcy osób, co czyniło go pierwszą lewicową masową demonstracją w Madrycie od upadku Republiki. W tej atmosferze władze nie mogły umorzyć śledztwa z powodu niewykrycia sprawców, jak zwykły to czynić w takich sprawach dotychczas.
Zabójcy, jak się okazało, byli tak pewni swojej bezkarności, że nawet nie próbowali zacierać śladów. Aresztowano ich bez trudu. W procesie zapadły bardzo surowe wyroki, łącznie aż 464 lat.
Kto inspirował napastników? Skąd wzięli broń i amunicję? Tego nigdy nie wyjaśniono, oni sami w procesie trzymali buzię na kłódkę.
Opłaciło się. Fernando Lerdo de Tejada, bratanek przywódcy skrajnie prawicowej partii Fuerza Nueva, został w 1979 roku wypuszczony na przepustkę. I zniknął bez śladu, prawdopodobnie w Ameryce Łacińskiej.
Tam także udał się Carlos Garcia Julia, który w 1989 wyszedł na zwolnienie warunkowe. Wpadł na przemycie narkotyków i siedzi obecnie w boliwijskim więzieniu. Biedak. Podczas napadu wziął na siebie rolę dobijania ofiar strzałem w głowę – powinien był przewidzieć, że narkotyki będzie przemycać równie skutecznie.
Julia jest jedynym uczestnikiem zamachu za kratkami. Jose Fernandez Cerra wyszedł za dobre sprawowanie w 1992 roku. „Fronda” powinna go zaprosić do Polski. Jeśli mogli lansować oprawców Pinocheta, to czemu nie Wojowników Chrystusa Króla i Apostolski Alians Antykomunistyczny?
Pomnik ofiar wzniesiono dopiero w 2007 roku, bo przedtem masakra należała do tematów, których nie wypada poruszać, by nie zakłócać narodowego pojednania. Podczas ostatniego wyjazdu wybrałem się doń, by chwilkę pomedytować o lewicy, prawicy, pojednaniu i Chrystusie Królu. Kim on jest, skoro ma takich wojowników?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz