Katarynie trzeba przystępnie wyjaśnić

Personalne napięcia w PiS sprawiły, że już nawet obywatelska blogerka śledcza Kataryna ogłosiła „niewytłumaczalność tego co się dzieje w PiSie, i z PiSem” i zaapelowała, żeby „ktoś jej to przystępnie wytłumaczył”, bo – jak trafnie zauważyła – „może jest mało bystra”.
Uwielbiam przystępnie tłumaczyć! Otóż, droga Kataryno, problem w tym, że pewna wizja Jarosława Kaczyńskiego, którą od 6 lat odrzucasz, jako pozbawioną podstaw karykaturę kreowaną przez wrogie mu media – po prostu jest prawdziwa. Wszystko staje się zrozumiałe, jeśli patrzysz na niego jako na mściwego podejrzliwca – a nie jako na tego dobrotliwego, rozmiłowanego w Ojczyźnie i Lustracji staruszka, jaki wyłaniał się z żałosnych panegiryków różnych Karnowskich.
Dla mnie kluczem do zrozumienia Kaczyńskiego zawsze był wywiad, jaki zrobiła z nim moja znakomita koleżanka Teresa Torańska, opublikowany w 1994 w jej zbiorze „My”. Wywiad robiony był w chwili, w której Kaczyński był najbardziej znienawidzonym politykiem w Polsce.
Dzięki jego intrygom Wałęsa został prezydentem – ale ponieważ Kaczyński się z Wałęsą pokłócił, zaczął go oskarżać o współpracę z SB. Dzięki jego intrygom Olszewski został premierem – ale ponieważ nigdy nie udało się stworzyć trwałej popierającej jego rząd koalicji w Sejmie, rozsypało się to jak domek z kart mimo próby szantażu lustracyjnego last minute.
Kaczyński w tym wywiadzie demonstruje całą swoją psychikę. Chwali się pistoletem, który ma „na różnych chuliganów, prześladowców”. Wyjaśnia, że nie ma nic przeciwko temu, że jego działalność finansują m.in. pieniądze postkomunistycznej nomenklatury. A przede wszystkim wyjaśnia, za co nie lubi Michnika i Kuronia.
„W 1977 r. po raz pierwszy zaproszono mnie na duże zebranie KOR-u (…) [Kuroń] już wieszał swoją skórzaną marynarkę na moim krześle. Ja jednak spokojnie na nim usiadłem i miejsca Kuroniowi nie ustąpiłem. Po jakimś czasie poszedłem do Jacka do domu i on piętnaście minut trzymał mnie bez krzesła. Zapamiętał i się zemścił”.
Już w 1977 roku Kaczyński był człowiekiem, który nie wierzył w przypadki – jeśli ktoś próbował zająć „jego” krzesło, to na pewno po to, by go upokorzyć. A jeśli ktoś zapomniał mu powiedzieć „siadaj, Jarek” – to na pewno po to, by się zemścić. Takie zaburzenia z wiekiem raczej się nie poprawiają.
Ty byłaś dotąd przekonana, droga Kataryno, że my tutaj w Układzie, Szarej Sieci, Michnikowszczyźnie i Cywilizacji Śmierci malujemy taki obraz Kaczyńskiego, bo się go bardzo boimy (bo on jest za lustracją, więc ujawni tajne powiązania Maleszki z Majestic 12).
Czy jesteś w stanie czysto hipotetycznie rozważyć, że jednak jest odwrotnie: że my go nie lubimy dlatego, że ten obraz jest prawdziwy (a nie, że malujemy fałszywy obraz z powodu niechęci wynikającej skądinąd)? Pewnie nie. I dlatego właśnie „jesteś za mało bystra”, żeby zrozumieć logikę wydarzeń w PiS.
Nawet jeśli Kaczyński znów się znajdzie poza parlamentem, on i jego otoczenie świetnie sobie dadzą radę jako Grupa Trzymająca Nieruchomość. W ten sposób przetrwali poprzednie chude lata.
To znaczy, że ścisłe kierownictwo PiS tak naprawdę nie jest zainteresowane wygrywaniem wyborów. Jak przypadkiem jakieś wygrają, to robią wszystko, żeby tę władzę szybciutko utracić.
Bo władza to same problemy, a ci ludzie wiedzą, że mogą spokojnie doczekać tłustej emerytury, jeśli tylko nigdy nie urażą przeczulonej dumy osobistej Prezesa np. siadając bez pozwolenia.
Ba, prawicowy publicysta, o ile tylko nigdy nie napisze żadnej analizy kwestionujący dogmat o Przegenialnej Genialności Geniuszu Genialnego Stratega, może liczyć na immunizację przed upadkiem prasy papierowej – bo Grupę Trzymającą Nieruchomość zawsze będzie stać na wydawanie jakiegoś kolejnego „Nowego Państwa”.
To powoduje, że prawica ciągle będzie tracić ludzi, którym rola „wiecznych opozycjonistów” nie odpowiada. Ale ci ludzie niewiele zdziałają, bo już Bruce Lee wiedział, że żadne nunczako nie pomoże w walce z przeciwnikiem wymachującym workiem banknotów.
Chociaż więc wiem, kto wygra w tym pojedynku, życzę obu stronom krzepy, by jak najbardziej poraniły przeciwnika. Bo ja, droga Kataryno, nie zmieniłem zdania o PiS i prezesie Kaczyńskim od czasów, gdy Ty na nich głosowałaś. Najwyraźniej moje niezmienne zdanie o PiS i prezesie Kaczyńskim od lat lepiej pasuje do rzeczywistości.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz