The last days of Bear Stearns

Film „Margin Call” jest na tyle niszowy, że gdy zacząłem guglać ciekawostki na jego temat, wśród wyników wyszukiwania dominowały strony, w których słowo „margin call” pojawiało się jako element finansowego żargonu.
Najpierw o żargonowym znaczeniu: „margin call” to sytuacja, w której instytucja finansowa doszła do kresu możliwości lewarowania – czyli braniu realnego miliona i ubijania z niego piany o nominalnej wartości miliarda. W takiej sytuacji trzeba albo sprzedać to, czego się ma za dużo (albo dokupić to, czego jest za mało). Piana opada i światu ukazuje się kryjący pod nią brzydko pachnący balasek.
Guglanie podziałało jak wehikuł czasu. Ponad wynikami dotyczącymi filmu znalazłem dwa odnośniki z czasów przedkryzysowych. Na samej górze był artykuł z inwestorskiego serwisu portfolio.com.
Serwis portfolio.com zamieścił 29 lipca 2007 (paręnaście miesięcy przed upadkiem Lehman Brothers!) artykuł zatytułowany „Why Margin Calls Need Not Destroy the CDO Market”, czyli z grubsza „Dlaczego sytuacje typu Margin Call nie muszą zniszczyć rynku instrumentów pochodnych kreowanych przez bicie piany z kredytów hipotecznych”.
Autor, finansowy dziennikarz Felix Salmon, odnosi się do swojego polemisty, który zarzucił Salmonowi przesadny optymistyzm i zauważył, że cała konstrukcja CDO’s może się wykopyrtnąć od jednego „margin call”.
Co się zresztą wydarzyło. Felix Salmon jednak w lipcu 2007 odpowiedział, że niekoniecznie musi tak być i podał cztery przyczyny.
Pierwszą było to, że Bear Stearns uniknął bankructwa, kiedy doszło do margin call w czerwcu. „We still don’t know the endgame to that story, but we do know that $7 billion of leverage got brought down pretty painlessly to $1.2 billion in leverage without any fire sales and without any bailout from Bear itself. Clearly, there are non-fire-sale solutions to these kind of problems”.
Cóż, my już znamy „endgame to that story”. Będzie nim przejęcie Bear Stearns po śmieciowych cenach przez JPMorgan w marcu 2008. Plus kilka procesów, z których niestety złodziejom udało się wykręcić bezkarnie (zero koma zero na moim zdziwieniometrze).
Argumentem drugim jest zasadnicza różnica między CDO a CDS, której nie rozumieją laicy. Tutaj Felix Salmon miał rację: te pierwsze waliły się w 2008 robiąc „pieeeerdut!”, a te drugie „je-budu!”.
Argumentem trzecim jest możliwa dalsza ewolucja tych narzędzi. Znów miał rację: nie ma ewolucji bez ekstynkcji.
Argument czwarty znów przekleję: „Finally, I wonder whether banks are quite as rule-bound as the epicurean dealmaker imagines”. Racja: actually, they are not. We have learned that the hard way, thank you very much.
Jak wynika z jego hasła w wiki, Felix Salmon w roku 2010 dostał nagrodę za „the highest standards of scientific reporting”. Teraz pracuje dla Reutersa.
Jego artykuł to piękne narzędzie dekonstrukcji publicystyki finansowej. Trochę przemądrzałości („wiem, czym się rożnią CDO od CDS”), trochę pustosłowia („nie wiadomo, jak to będzie ewoluować”), trochę non sequiturów („fundusz hedgingowy Bear Stearns zlatuje z czterdziestego piętra, nie znamy jeszcze endgame to that story, ale na wysokości piątego piętra jest pretty painlessly”) – i wychodzi nam tekst dla inwestorów.
Dekonstrukcję tego rodzaju publicystyki uprawia (anty)ekonomiczny blog nakedcapitalism, który – quelle surprise! – w guglu wylądował zaraz za Felixem Salmonem. Susan Webber, ukrywająca się pod pseudonimem Yves Smith, od lat ośmiesza tam brednie, które ludziom są wciskane jako „nauka zwana ekonomią”.
22 czerwca 2007 Yves Smith pisał mniej więcej o tym samym, co Salmon – o cuchnącym balasie w Bear Stearns. Zauważył, że „Financial Times” i „Bloomberg” przynajmniej już dostrzegają powagę sytuacji, podczas gdy „Wall Street Journal” ciągle nie chce dać tego na pierwszą stronę.
Zamiast tego „WSJ” dał optymistyczny artykuł o ludziach, którzy chętnie kupują papiery (bez)wartościowe Bear Stearns, widząc w tym okazję.
„“There’s an opportunity out there to buy these loans at a discount,” says Lou Morrell, vice president for investments and treasurer at Wake Forest University”.
Rok później tenże sam Lou Morrell będzie się tłumaczyć z 24-procentowego spadku wartości uniwersyteckiego funduszu: „That’s about what Harvard and Yale have done with their huge portfolios,” he said. “We always pride ourselves on having returns similar to theirs.”
Jakie to piękne – sprzedajni ekonomiści tworzą bzdurne teorie sprzyjające ich sponsorom. W te teorie wierzą kwestorzy ich uczelni, którzy inwestują w MBS-y na rok przed ich załamaniem. A potem ich główne usprawiedliwienie jest takie, że inne uczelnie wtopiły tak samo…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz