ACTA pod presją

Wyjątkowo nie chce mi się rozmawiać o ACTA na blogu, bo nie podoba mi się sama idea zajmowania się za darmo międzynarodową umową o ochronie własności intelektualnej. Z tego powodu odrzuciłem też wszystkie zaproszenia o tym, żeby o ACTA mówić do kamery lub do mikrofonu.
Kapitulując przed falą komcionautów, którzy koniecznie bardzo chcą coś o tym tutaj napisać, tworzę jednak specjalną blogonotkę. Zamierzam się przy jej napisaniu napracować dokładnie tyle, ile drodzy komcionauci zapłacili za jej przeczytanie.
Swój stosunek do ACTA wyłożyłem już dwoma tekstami do „Gazety”. W pierwszym wyrażałem żal, że tak kontrowersyjnych kwestii nie poddano konsultacjom społecznym. W drugim zakpiłem z Jacka Żakowskiego, któremu się wydaje, że piractwo w ogóle nie jest żadnym problemem, bo między artystą a odbiorcą nie powinna stać chciwa korporacja.
Oczywiście, sam też strasznie chciałbym pochodzić z bogatej rodziny i móc tworzyć całkowicie za darmo. Ale nie pochodzę, więc nie mogę. Dlatego bardzo mi przykro, ale moim największym zawodowym marzeniem jest podpisanie z jakąś chciwą korporacją umowy, która pozwalałaby mi wziąć zaliczkę w zamian za napisanie fajnej książki.
Albo i niefajnej, o ile zaliczka będzie odpowiednio wysoka (drogie chciwe korporacje – jakby co, to wiecie gdzie mnie znaleźć).
Co do ACTA, bardzo ciekawe wydają mi się zastrzeżenia opisane na tym blogu. Nie podoba mi się „niezwykle szerokie określenie kręgu osób, co do których posiadacz praw może żądać udzielenia informacji” oraz odejście „od zasady wprowadzonej przez art. 122 prawa autorskiego, który uzależniał działanie organów ścigania – w większości przypadków – od wniosku pokrzywdzonego”.
Być może autor tego bloga ściemnia, być może nadinterpretuje – nie wiem. Ale nie wyrażę swojego poparcia dla ACTA, dopóki nie usłyszę od rządu przekonującego wyjaśnienia tych wątpliwości. Wyjaśnianie takich kwestii służą konsultacje społeczne – które tutaj olano ciepłym parabolicznym (co nie podoba mi się z przyczyn ogólnych, już nawet nie wnikając w to, kto ma rację).
Chociaż nie popieram ACTA, nie chcę jednak stać w jednym rzędzie z obrońcami serwisów typu napisy czy chomikuj. Piractwo trzeba zwalczać, problemem jest tylko wyważenie tego z obroną naszych praw obywatelskich. W negocjacjach nad ACTA wysłuchano tylko jednej strony sporu, zapominając o prawach obywatelskich – to mi się nie podoba. Ale nie sama idea walki z piractwem czy podróbkami produktów markowych.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz