Now Playing (134)

Obejrzałem sobie na #TVN Tolkiena według Jacksona, po raz kolejny zdumiony tym, jakie to dobre filmy są jednak. Do Tolkiena, jak dawałem temu wielokrotnie wyraz, stosunek mam raczej ambiwalentny – doceniam jego rolę jako twórcy gatunku, ale wolę późniejsze ironiczne odczytania fantasy w wydaniu Pratchetta czy Sapkowskiego.
Jackson zmodyfikował fabułę nie robiąc jej krzywdy, za to zaspokajając potrzebę marudnych czytelników takich jak ja – którzy woleliby np., żeby romans Aragorna z Arweną nie brzmiał jak bajeczka o królewnie i królewiczu. Zmiany zaakceptowała chyba większość umiarkowanych tolkienistów.
Aragorn, Gimli i Legolas czytani dzisiaj nie są przecież już po prostu krasnoludem, elfem i człowiekiem – jak pół wieku temu – tylko chodzącymi archetypami popkulturowymi. Wymyślone przez Tolkiena wątki ewoluowały przez mnóstwo rolplejów, komiksów i pastiszów, za sprawą których mniej więcej „wiemy”, w jaki sposób krasnolud powinien pić piwo a elf dobywać łuku.
To dobrze, że Jackson poprowadził swoich aktorów tak, żeby ci byli z jednej strony świadomi tego, że grają klisze – a z drugiej potrafili je wypełnić lekko tylko ironizującym wypełnieniem. Bloom, Rhys-Davies i Mortensen chwilami grają tak, jakby kosplejowali na konwencie, ale dzięki temu łatwiej mi uwierzyć w ich postacie, niż gdyby na sztywno deklamowali tolkienowskie frazy.
Osobny temat do pochwały to muzyka Howarda Shore’a. I tak okrężną drogą dochodzimy do tego, co leci z mojego iPoda. Na zakończenie drugiej części pieśń Golluma śpiewa pani Emiliana Torrini, z której lodowato-mrożącym głosem zetknąłem się po raz pierwszy właśnie w kinie, na pokazie prasowym „Dwóch wież”. TVN niestety nie byłby sobą, gdyby tego nie zepsuł lektorem.
Jak wiedzą blogobywalcy, oryginalny kobiecy głos to dla mnie skarb, pod wpływem emisji „Dwóch wież” zacząłem więc buszować w ajtjunszach w poszukiwaniu fajnych remiksów „Me and Armini”, tytułowego utworu z jej ostatniej płyty. No i tym, który polecam szczególnie gorąco jest akurat taki, którego nie ma w Youtube – „Simone Lombardi Mix”. Ale wszystkie są fajne.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz