Dziedzictwo Thatcher

W papierowej „Świątecznej” ukazał się dwugłos mój i Witolda Gadomskiego o Margaret Thatcher, w którym mi przypadła rola jej demonizacji, Witkowi zaś: angelizacji. Obaj chyba z przyjemnością wcieliliśmy się w prokuratora i obrońcę pani premier, a ja wkrótce miałem okazję się jeszcze bardziej utwierdzić w swoim potępieniu jej polityki.
Wichry żurnalizmu zaniosły mnie na Wyspy Brytyjskie, gdzie na pierwszych stronach gazet – od Financial Times do śniadania po Standarda otrzymanego w metrze – wciąż widziałem nagłówki sprowadzające się do „Wielka Brytania walczy z dziedzictwem Thatcher”.
Oczywiście, nie dosłownie takim. Ale o co innego chodzi w otwarciu z weekendowego „Financial Times”, ogłaszającego, że „Cameron wzywa do rozejmu w sprawie premii dla bankowców”?
To dalszy ciąg sporów, które parę miesięcy temu prof. Ha-Joon Chang przytoczył w rozmowie ze mną jako przykład tego, ze wiatr zaczyna wiać w dobrym kierunku. Bob Diamond, prezes banku Barclays, któremu wymknęła się głupowata odpowiedź, że „czasy przepraszających bankierów się skończyły”, przyciągnął zainteresowanie opinii publicznej na swoje skandalicznie wysokie zarobki.
Klienci ogłosili przenoszenie swoich kont do konkurencji w ramach kampanii „Move your money”, a politycy prześcigać w pomysłach na instytucjonalne ograniczenie zarobków w City. W tym: politycy rządu liberalno-konserwatywnego. „Rozejm” ogłoszony przez Camerona nie oznacza rozejmu między wrogami i przyjaciółmi Boba Diamonda, oznacza rozejm między ministrami Camerona.
Wymknięcie się prezesowskich zarobków spod kontroli publicznej to właśnie dziedzictwo Thatcher. W 1995 roku Will Hutton w książce „The State We’re In” przytaczał pierwsze szokujące przykłady tej niegospodarności, np. 3,2 miliona funtów, które David Dworkin dostał za półroczne prezesowanie BHS.
Gdy czytałem tę książkę, Thatcher odwiedziła Polskę i polscy dziennikarze dosłownie nie wiedzieli, w jaką jeszcze część ciała mają ją pocałować. Obserwowałem to z obrzydzeniem i już niestety z bliska (stawiałem właśnie pierwsze kroki w zawodzie jako ogólne popychadło w „Sztandarze Młodych”).
Gdy przytaczałem dane z tej książki, koledzy dziennikarze odpowiadali klasycznym neoliberalnym ideolo, że jeśli prezes tyle dostaje – to widocznie jest tyle wart (rynek z definicji nie moze się mylić). Dziś tak nie rozumuje nawet Financial Times.
Obok: miliarder Nat Rothschild przegrał proces o zniesławienie wytoczony „Daily Mail” za złośliwą relację z jego dziwnej wycieczki dla Lorda Mandelsona, ówczesnego komisarza handlu. Wyjazd miał nie do końca jasny charakter, częściowo turystyczny, a częściowo oficjalny (na podkreśleniu tego drugiego zależało oligarsze Olegowi Deripasce).
Sędzia oddalił pozew, kazał Rotschildowi zapłacić 200.000 funtów za koszty postępowania i dodatkowo potępił za „niewłaściwe na wiele sposobów” zachowanie, narażające Lorda Mandelsona na oskarżenie o konflikt interesów. „Od osoby zajmującej publiczne stanowisko (…) wymagane jest jasne rozgraniczanie życia publicznego i prywatnego”.
A to nowina. Gdzie się podział torysowski „kapitalizm dżentelmenów”, gdy lord dawał baronowi łapówkę, sędzia hrabia ich uniewinniał, po czym wszyscy trzej szli do klubu dżentelmenów? Podstawą thatcheryzmu było przemieszanie życia publicznego i prywatnego, co można choćby ze zgrozą śledzić teraz, gdy skandal podsłuchowy pozwala zrozumieć zasady funkcjonowania imperium Murdocha.
Myślałem, że chociaż w jednej kwestii dziedzictwo Thatcher się broni – że Anglia przestała być, jak w latach 70., krajem ludzi marznących zimą w ciemnych mieszkaniach, bo związki znów zgasiły światło. Ale gdzie tam.
Czołówka z „The Independent”: „Skończyć z energetycznym zdzierstwem”. 5,5 miliona gospodarstw domowych jest niedogrzanych, bo mieszkańcy muszą wybierać między ogrzewaniem a jedzeniem. Powoduje to szacunkowo trzy tysiące zgonów rocznie.
Tymczasem energetyczna wielka szóstka ma rekordowe zyski, a prezesi wypłacają sobie krociowe zarobki. „Independent” drukuje zdjęcia tych uroczych misiaczków z konkretnymi sumami: Sam Laidlaw z Centrica – przeszło dwa miliony rocznie, Ian Marchant z SSE, skromy milionik i ćwiarteczka na pociechę.
Komentarz redakcyjny: „W ciężkich czasach nie można tolerować nieposkromionej chciwości Wielkiej Szóstki”. Cóż, natura nie znosi próżni. Kiedyś Anglia nie chciała tolerować chciwości związkowców, to teraz musi tolerować chciwość prezesów.
Z dwojga złego ja bym już wolał tolerować Scargilla niż Diamonda z Laidlawem.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz