Jaka piękna katastrofa

Z różnych przyczyn samochody ostatnio zaprzątały moją jawę i sen. Marcowy ranking od czapy poświęcę więc Nieudanym Samochodom.
Konkurencja jest ostra, doprecyzuję więc kryteria. Pomijam konstrukcje komunistyczne, bo w tym ustroju nic się nie dawało porządnie zrobić, kpiny z zaporożców i polonezów wydają mi się więc zbyt banalne.
Programowo mieszam też samochody nieudane „obiektywnie” i samochody, które tylko miały pecha – bo dla użytkownika to żadna różnica. Samochód mógł być sam w sobie OK, ale jeśli firma uznała swoją porażkę (jakiegokolwiek rodzaju) i wstrzymała produkcję, użytkownik lądował w głębokiej kiszce, bo wiedział, że serwisować będzie teraz coraz ciężej, a sprzedać to już w ogóle się nie da.

source: http://de.wikipedia.org/w/index.php?title=Datei:12-01-03-autostadtl-by-RalfR-58.jpg&filetimestamp=20120104092529

Mam ogromny sentyment do Volkswagena Typ 4, czyli VW 411 i 412. 412 był trochę poprawiony, więc dla tego rankingu 411 jest ciekawszy (i chciałbym mieć takowy, gdyby mnie było stać na kolekcjonowanie oldtimerów).
Problemy marki Volkswagen to przykład do toczącej się pod sąsiednią notką dyskusji o tym, co się dzieje, gdy przemysł zwiększa wydajność. Wtedy na przykład firma, której głównym atutem rynkowym był samochód tani i łatwy w produkcji, jak Typ 1 (czyli po prostu garbus) – ma kłopoty.
Garbus wtedy przestaje wystarczać, bo marudni klienci chcą mieć większy bagażnik, więcej miejsca z tyłu, lepszego kopa i tak dalej. Volkswagen próbował zaspokoić te potrzeby modelami Typ 3 i Typ 4 (Typ 2 to furgonetka „ogórek”), które dziedziczyły po „garbusie” podstawowe rozwiązania, jak tylny napęd czy bokser chłodzony powietrzem.
To była ślepa uliczka, bo silnika chłodzonego powietrzem nie da się porządnie wyciszyć, a silnik z tyłu uniemożliwia zaprojektowanie sensownego bagażnika. VW 411 do tego był strasznie brzydki, choć dziś oczywiście jego szpetota nabiera szlachetnej patyny.
VW 411 jest więc ciekawym przykładem ślepej uliczki w technice. To maksimum tego, co w cywilnym samochodzie da się wycisnąć z klasycznego układu garbusa – stary silnik opatrzono elektroniką i wtryskiem, wnętrze uatrakcyjniano lepszymi materiałami. Ale to po prostu nie mogło pomóc.

source: http://en.wikipedia.org/wiki/File:58_edsel_pacer.jpg

Edsel to z kolei porażka czysto marketingowa. Kocham tę krótkotrwałą markę Forda dla jej reklam – wyjątkowo pretensjonalnych nawet jak na swoją epokę. To zresztą był jej łabędzi śpiew, lata 50. się kończyły, a tymczasem Ford właśnie wtedy wprowadził na rynek samochody będące kwintesencją estetyki tej dekady.
Edsel nie był „obiektywnie” lepszy od Forda (jak Lincoln i Mercury, siostrzane marki odróżniające się jakością wyposażenia). Był za to groteskowo przesadzony w bezsensownych ozdobnikach. Wzornictwo miało krzyczeć na ulicy w imieniu kierowcy, „patrzcie czym ja jadę!”.
Tymczasem akurat zacząć się miała dekada zupełnie innej estetyki, mody na oszczędne volkswageny i mini morrisy. Marka stworzona w 1958 została zlikwidowana w 1960. Kto zachował swego edsela przez pół wieku, ten ma teraz cennego oldtimera, ale wtedy ludzie zostali na lodzie z niesprzedawalnymi sztruclami.

 

http://en.wikipedia.org/wiki/File:AMC_Pacer_DL_coupe_1979_two-tone_brown_ext.jpg

Dobrze było też zachować do dzisiaj jeden z nieudanych samochodów, które dobiły markę American Motors Corporation. Jej zgon ostatecznie stwierdzono w 1988, ale od połowy lat 70. to już była uporczywa terapia trupa.
Firmę dobiły nieudane próby zareagowania na kryzys paliwowy i dostosowania się do popytu na mniejsze samochody. AMC w ogóle nie wiedziało, czym to się je.
Absurdalne hasło reklamowe „pierwszy szeroki mały samochód” dobrze pokazuje problem AMC Pacera. Na zdjęciu wygląda, jakby był małym samochodem, rywalizującym z golfem czy corollą – ale długi na 4,5 metra a szeroki na prawie dwa, był większy od dużego fiata.
Silniki od sześciocylindrowego 3,8 do pięciolitrowego V8, nie były stworzone do oszczędzania. AMC Pacer był amerykańskim paliwożłopnym dinozaurem, któremu nadano kształt nieporadnie imitujący kompaktowego hatchbacka bez zrozumienia technicznego sensu takiego nadwozia. Był jak dinozaur usiłujący się przebrać za ssaka, żeby uniknąć zagłady.
Gdybym jako ekscentryczny milioner miał zacząć kolekcję oldtimerów – zacząłbym właśnie od tych trzech porażek. Rynkowe porażki są ciekawsze od sukcesów, bo dzięki nim łatwiej zrozumieć – przez kontrast – rynkowe potrzeby…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz