Nachalna narracja (NP 138)

W spóźnionej reakcji na dzień sklepów płytowych, pochwalę się zakupioną za psi pieniądz w sklepiku dla hipsterów płytą, którą kiedyś kupiłem na tzw. kasecie magnetofonowej i była żelaznym powerplayem na stareńkim walkmanie. To soundtrack z serialu telewizyjnego „Twin Peaks”.
Jak wiadomo, gust muzyczny mam raczej prymitywny. Lubię melodie narracyjne, przy których wystarczy zamknąć oczy, by wyobraźnia sama kreśliła jakieś wizje. Hej, po to się brało walkmana do zbiorkomu.
Narracyjność Angelo Badalamentiego jest chwilami prawie aż zbyt nachalna, jak w piosence „Into The Night”, w której bardzo klarowne przesłanie niesie dźwięk, który pozwolę sobie opisać fachowym muzykologicznym terminem „jedubudmento”. No więc może to i jest tandetne, ale na mnie działa.
Majstersztykiem narracji jest dla mnie temat Laury Palmer. Gdy pierwszy raz go usłyszałem – a było to, jak należy, podczas premiery pilota w „TVP”, gdy zobaczyliśmy twarz Sheryl Lee owiniętej w plastik; najlepsza rola trupa w dziejach telewizji, if you ask me – powalił mnie dosłownie tymi dwoma dźwiękami, które słychać na początku.
Nie wiedziałem wtedy, że Badalamenti skomponował ten temat akompaniując na żywo rzeczywistej narracji Davida Lyncha. Jeśli wierzyć jego opowieści (a pamiętajmy, że artyści bywają w tych kwestiach nieszczerzy), Lynch opowiedział mu narrację w trzech miniaktach.
Najpierw mamy sobie wyobrazić ciemny las, groźny i piękny w świetle księżyca. To te ponure dźwięki, które mnie rozwaliły 20 lat temu przed telewizorem.
Potem mamy sobie wyobrazić piękną dziewczynę, idącą w stronę kamery. To wtedy melodia wędruje o oktawę w górę, robi się bardziej wyrafinowana i romantyczna, prawie całkiem normalna. Ale urywa się nagle, zostawiając nas w poczuciu niedosytu, jakby zabrakło kilku nutek.
Wracamy do ponurego tematu początkowego i uświadamiamy sobie, że on cały czas towarzyszył tej romantycznej melodyjce, tylko na chwilę zagłuszony wyższymi tonami. Las pochłonął dziewczynę.
Badalamenti wśród współpracowników Lyncha znalazł się prawie przypadkiem. Miał być trenerem głosu Isabelli Rossellini na planie „Blue Velvet”. Gdy się okazało, że Lynch nie jest w stanie zapewnić praw autorskich do piosenki, którą Lynch chciał wykorzystać w pierwotnych planach, pojawiła się potrzeba nowej kompozycji.
Badalamenti wykorzystał swoją szansę na sukces i zaproponował własną kompozycję. Cóż, lubię takie historie.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz