Wyklęty lud smoleński

Poszukiwaczom prawicowych aberracji internetowych polecam piękny dokument, „List -apel blogerów Salonu 24 do Radia Maryja” (interpunkcja oryginału, jesteśmy wszak na prawicy). Znaleźć w nim możemy przystępne wyłożenie popularnej wśród blogowych radykałów doktryny h2m.
Jej zwolennicy unikają wykładania jej wprost, bo czują się podwójnie zaszczuci: oczywiście przede wszystkim przez nas, cywilizacjośmierciowy politycznie poprawny Układ, ale także przez rzekomych swoich, przez lud smoleński.
Zaszczucie sprawia, że zwolennicy h2m krążą po obrzeżach prawicowych foro-blogowisk, posługując się slangiem trudnym do rozgryzienia dla niewtajemniczonego. Boją się, że gdy będą zbyt szczerze wyjaśniać, o co im chodzi, zabanują ich na tych ostatnich prawicowych forach, na których jeszcze mają aktywne konta – muszą więc być ostrożni.
W liście do Ojca Dyrektora chcą go przeciągnąć na swoją stronę, bo część z nich wierzy, że dostęp do Radia Maryja i TV Trwam pozwoliłby im przekonać całe społeczeństwo. Gdyby tylko mogli wszystkim pokazać to, co oni sami widzą, wpatrując się w rozpikselowane zdjęcia!
Skoro go chcą przeciągnąć – muszą przemówić otwartym tekstem, bez szyfrów. Oto więc credo h2m („hipotezy dwóch miejsc”): „jak wszystko wskazuje, okolice lotniska Siewierny, okazywane jako miejsce katastrofy samolotu TU154 z Delegacją, są miejscem fikcyjnym. Nie było tam samolotu z Delegacją, a szczątki były układane w sposób sztuczny. Które następnie ewentualnie zostały wysadzone kontrolowanym wybuchem”.
Tam, gdzie my z Układu widzimy katastrofę a lud smoleński widzi zamach, tam zwolennicy h2m widzą „inscenizację smoleńską”. Prezydencki tupolew według nich nigdy nie doleciał do Smoleńska (a nawet nigdy nie wystartował z Okęcia).
Co się więc stało z polską delegacją? Zwolennicy h2m mają różne wersje, które kiedyś ten ruch w końcu rozsadzą w ramach klasycznego prawicowego mnożenia przez podział. Jedni uważają, że zabito ją gdzie indziej, inni że jest więziona w łagrze, a inni piszą: „Niektorzy do dzisiaj zyja . I to nie jak niektorzy mysla w lagrach , tylko jak paczek w masle!!!!!” (pisownia oryginału).
Dla głównego nurtu kaczyzmu h2m jest problemem taktycznym i strategicznym. Taktycznym, bo z zwolennicy h2m atakują śledczego Macierewicza i redaktora Sakiewicza, oskarżając ich o ukrywanie prawdy o inscenizacji przez pisanie o rzekomych wybuchach w nieistniejącym samolocie.
Strategicznym – bo na dalszą metę zwolennicy h2m ośmieszają samą metodę tropienia zamachu smoleńskiego przez doszukiwanie się sprzeczności w oficjalnych materiałach. Dowody przecież mają tak samo solidne (albo – z naszego punktu widzenia – tak samo słabe) jak Zespół Macierewicza. Nawet też mają swojego profesora.
Co więcej, zgodnie z zasadą, że im bardziej szalona teoria spiskowa, tym lepiej wszystko tłumaczy, hipoteza h2m jest wolna od logicznych luk teorii zamachu. Na przykład: skoro Błasik to najwybitniejszy dowódca lotniczy w historii, dlaczego mimo strasznej lekcji Mirosławca dopuścił do tego, żeby cała wierchuszka znowu wsiadła do jednego samolotu? Albo: skoro Protasiuk to tak świetny pilot, to czemu w ogóle lądował w nieodpowiednich warunkach?
Na te pytania Macierewicz i Sakiewicz nie mają dobrych odpowiedzi. A ponieważ wersje samego prezesa Kaczyńskiego miotają się od „dali prezydentowi gorszą załogę” po obronę „godności polskich pilotów, którzy zostali oskarżeni bezpodstawnie”, zapewne będą unikać jednoznacznych deklaracji, bo łaska prezesa na narowistym koniu jeździ.
Zwolennicy h2m te wątpliwości wyjaśniają znakomicie: Protasiuk nie lądował, bo nie startował. A nie startował, bo Błasik nie pozwolił, by cała wierchuszka wsiadła do jednego tupolewa. Ich wszystkich porwano wcześniej i gdzie indziej, rzekomi naoczni świadkowie z Okęcia i Smoleńska to po prostu tłum agentów.
Absurdalne? Naturalnie, ale dokładnie tak samo, jak teorie ludu smoleńskiego o sztucznej mgle i dwóch wybuchach. Z czego co bardziej cyniczni prawicowi publicyści, którzy ze Smoleńska zrobili sobie kolejną maszynkę do drukowania pieniędzy, zdają sobie sprawę – dlatego h2m będą tępić.
Ojciec Dyrektor zawsze wiedział, gdzie leżą konfitury, nie wierzę więc, by prawicowych blogerów zaszczycił odpowiedzią, choćby negatywną. Szkoda, bo hipotetyczny „h2m show” w TV Trwam przyćmiłby sławą samego mięsnego jeża.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz