Błąd pilota

Dochodzenie w sprawie katastrofy AF 447 śledzę ze znacznie większą uwagą niż sprawę katastrofy smoleńskiej. Smoleńsk za bardzo przypominał Mirosławiec, żeby tu oczekiwać jakichś zaskakujących zwrotów akcji – ale pasażerski samolot europejskiej linii lotniczej, który tak po prostu zniknął bez choćby jednego „mayday”, to było dziwne.
Gdy wydobyto zapisy czarnych skrzynek, „Popular Mechanics” opublikował fascynujące omówienie. Czekałem z blogokomentarzem na oficjalny raport, bo tak wypada.
Tekst w „Popular Mechanics” jest świetnie napisany, polecam zwłaszcza zdanie „O 2:02 kaptian udaje się na drzemkę. Za piętnaście minut wszyscy na pokładzie zginą”.
Artykuł nie do końca słusznie pisze, że przyczyną katastrofy nie był skomplikowany ciąg wydarzeń, tylko uporczywie powtarzany błąd jednego pilota. Finalny raport podkreśla jednak, że zawiodła cała załoga – w końcu po to tylu ludzi siedzi w tym kokpicie, żeby nawzajem korygowali swoje błędy.
Głównego błędu dokonał Pierre-Cedric Bonin, najmniej doświadczony pilot z załogi. Ale dlaczego załoga wiedząc, że samolot wlatuje w niebezpieczny rejon tropikalnej burzy pozwoliła, by pilotował właśnie ten, kto ma najmniej doświadczenia?
Wygląda na to, że po prostu tak się wcześniej umówili. Zmiana planów byłaby obraźliwa dla Bonina i wymagałaby, żeby kapitan zrezygnowałby z drzemki, a to byłoby faux pas.
Jest jeszcze drugi pilot David Robert, starszy rangą i doświadczeniem od Bonina, który najwyraźniej odczuwa zaniepokojenie, ale nie będzie się wcinał między młodszego a starszego kolegę.
O 2:07 Robert odkrywa, że radar był źle ustawiony i pakują się w sam środek najgorszego. W tym momencie mógłby wszystkim uratować życie (a) odbierając stery młodszemu koledze, (b) mówiąc „skręcaj, k…, póki żyjemy.”
Ale mówi (2:08:03) „Tu peux éventuellement le tirer un peu à gauche”, „mógłbyś ewentualnie skręcić odrobinę w lewo?”.
Bonin nie rozumie. Kolega tłumaczy mu cierpliwie, że są w trybie ręcznym.
Bonin prawdopodobnie nadal nie rozumie co się dzieje, choć uprzejmie potakuje. Wysiadły im rurki Pitota, więc nie znają swojej prędkości względem powietrza. Kabinę rozświetlają ognie św. Elma, a w kabinie czuć dziwny zapach ozonu.
To wszystko nie musi spowodować katastrofy. Ale niedoświadczony Bonin wpada w panikę i instynktownie ciągnie wihajster do sterowania ku sobie, licząc na to, że uda mu się przelecieć ponad burzą. W efekcie gwałtownie traci prędkość.
O 2:10 zaczyna się rozlegać ostrzeżenie przed zejściem poniżej prędkości krytycznej. W Airbusie zaprojektowano je tak, żeby piloci nie mogli go zignorować – ponury głos mówi „stall, stall”, czemu towarzyszy „intencjonalnie irytujący odgłos świerszcza”.
„Co się dzieje”, pyta Robert. „Nie mamy dobrego… nie mamy dobrego odczytu prędkości”, odpowiada Bonin. Znów: Robert mógłby wszystkich uratować, wołając w tym momencie „debilu, dawaj stery”.
Uprzejmie jednak tłumaczy Boninowi, że problemem jest wznoszenie. Do tego ciągle nie dociera. W tej sytuacji Robert… wzywa kapitana, który 8 minut temu poszedł na drzemkę. Samemu nie chce się rządzić.
O 2:10:55 Robert rzuca pierwszą „putain”, podczas gdy Bonin woła „jestem w TOGA, tak?”, pokazując, że kompletnie stracił orientację. Robert też przestał rozumieć jego manewry. W Boeingach gdy jeden pilot rusza wihajstrem, drugi wihajster powtarza te same ruchy – w Airbusach wihajster to tylko dżojstik jak w kontrolerze do gier.
O 2:11:37 Robert wreszcie przejmuje sterowanie. Nie wiedząc, co robił jego kolega, sam znowu próbuje się zacząć wznosić. O 2:11:43 w kokpicie pojawia się kapitan. „Co wy wyprawiacie?”, woła. „Straciliśmy panowanie nad samolotem, nic nie rozumiem, wszystkiego próbowaliśmy!”, odpowiada Robert.
Kapitan nie przejmuje sterów. Koledzy pytają go co robić – „nie wiem”, odpowiada (02:12:15). Alarm cały czas powtarza „stall, stall, stall”, ale piloci nawet nie odnoszą się do tego w swoim sporze.
O 2:13:40 Bonin woła „przecież cały czas ciągnąłem le stick do siebie!”. To wszystko wyjaśnia kapitanowi, który woła „Nie, nie wznoś się, nie, nie!”.
Ostatnie słowa Roberta – 02:14:23: „Putain, rozbijemy się, to się nie dzieje naprawdę”.
Bonina – 02:14:25: „Ale co się dzieje?”
Kapitana – 02:14:27: „Kąt dziesięć stopni…”
Nagranie zatrzymało się 1,4 sekundy później.
Nie wiem jak dla was, dla mnie główny morał z tego jest taki, że kiedy twój kolega robi coś głupiego, nie trać zbyt dużo czasu na „słuchaj, czy ewentualnie mógłbyś może rozważyć, żeby jednak troszeczkę…”. „Putain” rzucone pięć minut wcześniej mogłoby wszystkich uratować.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz