Obrona tandety

Z palącym smutkiem zabiorę w końcu głos w sprawie Wojewódzkiego i Figurskiego, choć polska celebrytoza to temat mi obmierzły. Szereg komentarzy, które przeczytałem i usłyszałem na ten temat, dotyka sedna mojego zawodu, muszę więc „przerwać milczenie”.
Stosunkowo niedawno pisałem tekst do „Logo” o komikach standupowych. Odświeżałem sobie dla niego klasyczne monologi Lenny Bruce’a i George’a Carlina.
Na pytanie „czy gwałt może być śmieszny”, automatycznie przychodzi mi więc do głowy odpowiedź Carlina z jego klasycznego monologu „Rape can be funny” – „I believe you can joke about anything. It all depends on how you construct the joke”.
Proszę zwrócić uwagę na różnicę między odpowiedzią Carlina i odpowiedzią obrońców Wojewódzkiego i Figurskiego. Carlin nie mówi „to zależy od konwencji”, mówi: „to zależy od tego, jak konstruujesz żart”.
Kto słuchał „Porannego WF” ten wie, że Wojewódzki i Figurski niczego nie „konstruują”. To był improwizowany słowotok, w którym obaj panowie pleplali co im ślina do ust przyniosła.
Że tam była jakaś „konwencja”, to tylko linia obrony ex post. Niespójna z większością tych audycji – jeśli nagle się dowiadujemy, że w tej audycji Wojewódzki i Figurski wcielają się w „polskiego chama”, to w kogo się wcielali w swoich antypisowskich tyradach, które chwaliliśmy na zasadzie „dobre bo słuszne”?
Szlag mnie trafia, kiedy Wojewódzkiego i Figurskiego broni się na zasadzie „to taka polska Mała Brytania”, „to taki polski South Park” albo „to taki polski standup”, bo jako krytyk widzę zasadniczą różnicę między „Porannym WF” a „Małą Brytanią” czy monologiem Lenny Bruce’a. Jest nim właśnie konstruowanie żartu.
Zawodowcy od „jechania po bandzie” konstruują żarty tak, żeby ostrze satyry nie było wymierzone w ofiarę (dyskryminacji rasowej, wykluczenia społecznego, gwałtu, holocaustu itd.). Nie przyjmują punktu widzenia gwałciciela (rasisty, nazisty, etc.), tylko ofiary albo zewnętrznego obserwatora.
Proszę to prześledzić na przykładzie monologu Carlina i zastanowić się, jak on konstruuje żart. Nie śmieje się tak naprawdę z gwałtu, tylko z seksistowskich buców, przerzucających winę na ofiarę tekstami typu „sama sobie winna, po co się tak wystroiła, czemu swoim uwodzicielskim zachowaniem prowokowała tego biednego Leppera, tego nieszczęsnego Polańskiego, prostytutka jedna”, itd.
Wojewódzki i Figurski w swoim improwizowanym dialogu przyjęli punkt widzenia gwałciciela. To więcej niż zbrodnia, to błąd warsztatowy.
Źródłem problemu jest oczywiście to, że obaj panowie tak naprawdę o swój warsztat nie dbają. Nie pracują nad „konstruowaniem” żartów. Gadają byle co do mikrofonu i domagają się od odbiorców potraktowania audycji jako satyrycznej, bo zaznaczyli to komunikatem (jak mówi Wojewódzki w żałosnym wywiadzie w „Polityce”).
Czy George Carlin potrzebował sygnału „uwaga, żartuję?”. Nie. Ale nie pisał cotygodniowego felietonu do Newsweeka, nie dorabiał sobie konferansjerką, nie prowadził telewizyjnego talk show z celebrytami.
To tylko Wojewódzki i Figurski, prawdziwi ludzie renesansu, codziennie odwalają inną chałturę. Nic dziwnego, że żadnej nie są w stanie wykonać porządnie.
Zanim George Carlin wyszedł na scenę wygłaszać monolog o gwałcie, ćwiczył przed lustrem, ze stoperem szlifując konstrukcję. Stand-up to sztuka improwizacji, a dobra improwizacja wymaga starannego przygotowania.
Polska popkultura zwyrodniała w celebrytozę. Skoro Drozda czy Daniec są znanymi satyrykami, to nie muszą szlifować warsztatu. Wystarczy, że zrobią tę samą minę co zwykle i już publiczność ryknie rechotem.
A jakby nie ryknęła, to asystent produkcji pokaże karteczkę z napisem „ŚMIECH”, „OKLASKI”, „OWACJE NA STOJĄCO”, „SPAZMY ŚMIECHU Z KONWULSJAMI NA PODŁODZE” – i się to jakoś zmontuje.
Z Wojewódzkim i Figurskim jest tak samo. Uważają, że satyryczny charakter ich występom nadaje same zapowiedzenie ich jako występów satyrycznych. W ich mniemaniu to zdejmuje z nich obowiązek przemyślenia, jak skonstruować żart o gwałcie czy o rasizmie.
Kto tego broni, nie broni wolności słowa. Broni tandeciarstwa. I na zdrowie, ale proszę w to nie mieszać South Parku czy Małej Brytanii. To robią zawodowcy z ligi światowej, a nie chałturnicy z wojewódzkiej.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz