Jak zmieniać świat na lepsze

Dyskusja pod poprzednią notką przewoluowała od rasizmu Lovecrafta do specyficznej formy walki z rasizmem, jakim jest unikanie słów takich jak „czarnoskóry” (nie „Murzyn” nawet), ponieważ zaapelował o to w wywiadzie jakiś celebryta. Ludzie, którzy ulegają takim apelom, są przeważnie przekonani, że tabuizacja językowa czyni ich bardzo postępowymi i antyrasistowskimi.
Tymczasem tabuizacja idzie w parze z rasizmem, bo tego właśnie pragnie każdy prawdziwy rasista – czyli nie ten, u kogo pretensjonalna doktorantka odkryje niewłaściwe sformułowania, tylko ten, komu odpowiada wizja gorszego traktowania ludzi o innym kolorze skóry. Rasista pragnie przede wszystkim unikania tematu.
5 lipca 1954 lokalna radiostacja w Memphis wyemitowała po raz pierwszy piosenkę, która zmieniła losy popkultury – „That’s Alright”, elvisowy cover bluesa wykonanego pierwotnie przez czarnoskórego Arthura „Big Boy” Crudupa.
Didżej Dewey Phillips zaprosił do studia Elvisa, żeby przeprowadzić z nim pierwszy wywiad. Wiedział, że jego słuchacze chcieli przede wszystkim się dowiedzieć jednego – czy Elvis jest biały?
Nie mógł jednak zadać takiego pytania wprost – bo to była kwestia tabu. Wspominał to tak: „Spytałem go, do jakiego chodził liceum. Odpowiedział: do Humesa. Chciałem to z niego wydobyć, bo wielu ludzi myślało, że jest kolorowy”.
Proszę zwrócić uwagę na to, do jakiej tradycji nawiązują ludzie tabuizujące rasowe określenia. To wcale nie jest tradycja nowych zjawisk „politycznej poprawności”, to jest tradycja Jima Crow (samo to określenie jest przecież rasowym eufemizmem).
Memphis w 1954 było miastem, w którym jeszcze trwała segregacja. To było jasne, że Czarni mają swoje dzielnice, swoje szkoły, swoją część miasta. Nie wolno było tylko o tym mówić wprost.
Granicą getta w USA często jest jakaś konkretna ulica, tor kolejowy, rzeka albo autostrada. Tak jest do dzisiaj. Nie mówi się „w czarnym getcie”, mówi się – „po drugiej stronie torów”, „across the tracks”.
Pozwolę sobie zwrócić uwagę komcionauty MRW, że Tarantino – układający plejlisty do swoich filmów z obsesją, która nawet mnie zawstydza – być może nieprzypadkowo w finale „Jackie Brown” umieścił piosenkę, której tytuł jest gorzko ironicznym nawiązaniem do tego tabu. „Across 110th Street” to piosenka o słowach, których ludzie nie chcą wypowiadać na głos (może dlatego właśnie ostatnia rozmowa Jackie i Maksa grzęźnie w niedopowiedzeniach?).
Bodajże pierwszym Czarnym muzykiem, który zauważył, że najlepszym targetem jego nagrań są białe nastolatki, był Chuck Berry. W „Roll over Beethoven” opisywał osobę, która domaga się od didżeja w swoim radiu więcej czarnej muzyki.
Oczywiście, nie można tego tak nazwać. Tabu. W piosence pada więc określenie „rhythm and blues”. Tak w 1949 – za sprawą tabu – zaczęto nazywać kategorię listy przebojów Billboardu, która przedtem się nazywała „Płyty rasowe” (od 2009 oficjalna nazwa tej kategorii to „R&B/Hip-Hop Songs”).
John Collis zauważa, że przejście od podmiotu lirycznego tej piosenki do podmiotu lirycznego jeszcze ważniejszej „Rock’n’Roll Music”, to jednocześnie zmiana koloru skóry. Podmiot „Roll over Beethoven” jest Czarny, podmiot „Rock’n’Roll Music” jest biały.
Chuck Berry opisuje w tej piosence swoich wczesnych białych fanów, którzy zgłaszali do niego taką właśnie prośbę – „just let me hear some of that rock’n’roll music”. Skąd wiemy, że białych?
Z tego dwuwiersza: „I took my loved one over across the tracks / so she could hear my man a-wailin’ sax”. Kto mógł w 1956 roku zabierać swoją ukochaną „na drugą stronę torów” na zabawę taneczną?
Nie Czarny. I to nie dlatego nawet, że w białej części miasta grali gorszą muzykę, tylko po prostu dlatego, że taka wyprawa by się dla niego źle skończyła. Biały oczywiście też ryzykował wpierdol, ale przedstawiciele grupy dominującej zawsze ryzykują mniej.
Jeśli więc ktoś myśli, że przez samą tabuizację językową zmienia świat na lepsze, jest w błędzie. Świat na lepsze zmieniali ci, którzy znosili segregację w szkołach i transporcie oraz walczyli o prawa wyborcze dla Czarnych.
W tym celu musieli nazywać rzecz po imieniu, a nie bawić się w eufemizmy o drugiej stronie torów.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz