#panstwojakokorpo

W dyskusji pod poprzednią notką pojawiły się echa bodajże najgłupszego mema rozpowszechnianego przez #dziecisieci (co celnie wypunktował blogonauta MRW kompromitującym cytatem z manifestu poety Czerskiego). To postulat zorganizowania państwa (co tam państwa – e-państwa, proszę państwa!) na wzór komercyjnej korporacji.
Państwo jest z założenia monopolistą. Ma monopol na obronę terytorium, na używanie przemocy dla przestrzegania porządku publicznego, na przerabianie skrawków papieru na banknoty. Utrata monopolu wiąże się z głębokim kryzysem i przeważnie towarzyszy jakiejś wojnie, okupacji, rewolucji czy upadkowi państwa.
Z tym się zresztą wiąże fundamentalna głupota latającej ostatnio po portalach tabelki porównującej ZUS do piramidy finansowej. Za powielenie tego mema odfriendsowałem ostatnio parę osób na fejsie, w ramach polityki zera tolerancji dla #dziecisieci.
To tak, jakby porównywać policję do gangu ulicznego, który przecież pozornie robi to samo, czyli przemocą narzuca swoje porządki na danym terytorium. Ludzie, których bawią tego typu żarty, fundamentalnie nie rozumieją kwestii monopolu jako najistotniejszej cechy państwa.
Mam nadzieję, że na tym blogu wszyscy rozumiemy (niech no który spróbuje się zdradzić z brakiem tego zrozumienia). Przyjrzyjmy się więc postulatowi ukształtowania instytucji państwowych na wzór komercyjnych korporacji i zadumajmy się chwilę nad urokiem korporacji, mającej na coś stuprocentowy monopol.
Doskonale rozumiem urok tej zwodniczej analogii, ilekroć sam stykam się z jakąś komercyjną instytucją, dublującą obowiązki państwa. O ileż przyjemniej sprawy załatwia się z firmą ochroniarską, niż z policją. Jak prosto jest sprawdzić swoje finanse w banku, w porównaniu ze zrobieniem korekty PIT-a. I tak dalej.
Tylko: czy to nadal byłoby takie lekkie, łatwe i przyjemne, gdyby to był jedyny bank, jedyna firma ochroniarska, jedyna firma ubezpieczeniowa, jedyna komercyjna sieć zakładów opieki zdrowotnej? Podejrzewam, że wątpię.
Liberał powie, że w takim razie państwo usprawnimy, odgórnie dekretując konkurencję tam, gdzie jej dotąd nie było. Niech różne szkoły rywalizują o bon oświatowy, różne ZOZ-y rywalizują o refundację, różne spółki kolejowe o dostęp do dworca a różne fundusze emerytalne o marmur na gabinet prezesa.
Z próbami wcielenia w życie tej utopii eksperymentujemy już od tylu lat, że chyba można już powiedzieć, że to nie działa. I nawet możemy wyjaśnić, dlaczego.
Otóż państwo z założenia jest nie tylko instytucją monopolistyczną, ale także niekomercyjną. Wcale nie chcemy, żeby mogło robić to, co może zrobić komercyjny ubezpieczyciel czy ochroniarz – dobierać sobie klientów pod kątem opłacalności, innym zaś mówiąc „bardzo nam przykro, nie opłacają nam się klienci tacy jak ty”.
Korporację udziałowcy zakładają kierując się chęcią zysku. Podstawą umowy społecznej tworzącej państwo jest wola obywateli, żeby państwo stało na straży interesu publicznego, czy to się mu opłaca czy nie.
Państwo może łatwo optymalizować koszty i wpływy, korzystając z przywileju monopolisty – zwłaszcza mającego monopol na przemoc. Czasem zresztą okupant z niego korzysta na okupowanym terytorium i mieszkańcy rzadko są z tego zadowoleni.
Oczywiście, udziałowcy mogą się naciąć na korporacji i zobaczyć takie zyski, jak nabywcy akcji Facebooka w pierwotnej emisji publicznej (#haha). Podobnie my jako obywatele też ciągle sarkamy, że państwo źle strzeże interesu publicznego – to byśmy poprawili, tamto skreślili, a tamto dopisali.
Instytucje publiczne wciąż przyłapujemy na tym, że sobie dobierają atrakcyjniejszych „klientów” – szkoły np. starają się pozbyć trudnych przypadków, a szpitale szukają atrakcyjnych pacjentów. To oczywiście trzeba zwalczać i piętnować. Tylko że pełna komercjalizacja będzie tylko pogarszać sytuację. Bo ideałem jest państwo, dla którego „targetem” są wszyscy obywatele.
O ile więc ogólnie zgadzam się z postulatami, żeby to ułatwić, tamto uprościć a siamto przyśpieszyć – odrzucam argumentację z naiwnych analogii typu „skoro banki mogą oferować dostęp przez sieć, to dlaczego nie fiskus” (itd.). Po prostu inaczej działa niekomercyjny monopolista, a inaczej komercyjny podmiot rynkowy.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz