Now Playing (143)

„I was singing r’n’b in 1962, before you were born, and your mama too”. Czy może mi się nie podobać piosenka zawierająca wyjątkowo uroczy wariant mema „Twoja stara”, jeśli w dodatku śpiewany jest pięknym, mocnym, kobiecym głosem?
Zanim Chuck Berry nie odkrył, jak dobrym klientem są białe nastolatki i nie stworzył własnej wersji skocznej czarnej muzyki stargetowanej specjalnie dla nich – blues był muzyką ludzi starych, wypalonych, co to już w niejednej korporacji zbierali bawełnę. Im mniej we mnie nastolatka, tym bardziej lubię taką wersję RnB.
Kiedyś usłyszałem w radiu piosenkę któregoś z polskich chałturników hiphopowych. Darujcie, nie pomnę który to był, oni mi się wszyscy zajączkują w jednego uogólnionego Tedopeję Kasofiszoktofonicznego (EDIT: rispekt dla Łony).
Wstrząsnęło mną to, że określał on siebie w tej piosence jako „gwiazdę RnB”. Groziła mi utrata panowania nad kierownicą.
Co Ty, chłopcze, możesz wiedzieć o RnB, skomentowałbym to teraz, gdy już ochłonąłem. Betye LaVette śpiewała w tym stylu pół wieku temu, nim się urodziłeś, i twoja stara też.
Jak to opisuje w tej piosence, wiernie trzymała się tego stylu, odmawiając wchodzenia w jakiekolwiek „crossovery” z modnymi wariantami rocka, popu czy hiphopu. Dlatego zajęło jej to chwilę, „nim wreszcie przyszły pieniądze”.
Bezkompromisowość sprawiła, że Atlantic Records w 1972 odmówił wydania jej dojrzałej płyty, „Child of the Seventies”. Ukazała się dopiero w 2006!
W końcu Bettye LaVette wygrała swoją wojnę ze światem, który docenił jej styl muzyki. Gdzie byłyby Macy Gray czy Amy Winehouse, gdyby nie ona i jej nagrania z lat 60?
Dopiero gdy zatriumowała w swoim stylu, zgodziła się ze światem na kompromis. Nagrała w 2010 płytę z coverami klasyki rocka. Ja jednak polecam jej autobiograficzną piosenkę o tym, jak pozostać wiernym swoim ideałom – nawet gdy przelew jeszcze nie przychodzi.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz