Now Playing (144)

Niezwykły zbieg okoliczności sprawił, że książkę o „Route 66” po raz pierwszy wziąłem do ręki w Białymstoku na festiwalu lierackim „Zebrane”. Teraz już zawsze będę ten festiwal ciepło wspominać, no bo wydanie książki to dla mnie ciągle ważne wydarzenie.
Na festiwalu rozmawiałem z panem Arnoldem Toczyskim na mój ulubiony temat cyfrowej dystopii. Rzucił on w pewnym momencie uwagę, że na razie nikt nie tęskni za maszynami do pisania. Powołałem się na intro płyty „Music for the Jilted Generation” Prodigy, która zaczyna się właśnie wyrazem tej tęsknoty. Samplowanemu głosowi „‪So, I’ve decided to take my work back underground. To stop it falling into the wrong hands”, towarzyszy tam stukanie w maszynę do pisania.
Płyta pochodzi z 1994. Wtedy jeszcze próbę przewidzenia naszych czasów nazywano „cyberpunkiem”. Siedzieliśmy przy komputerach niepodłączonych na stałe do sieci, na których pełna anonimowość była stanem domyślnym, ale już fantazjowaliśmy o czasach, w których wszystko co cyfrowe, będzie reglamentowane i inwigilowane.
„Prodigy” miało więc zapewne poprawną intuicję. Mówiła o nadejściu czasów, w których tylko praca na staroświeckiej, mechanicznej maszynie do pisania będzie dawała gwarancję „podziemia”, ochronę przed „wpadnięciem w złe ręce”.
Nie przewidzieli tylko, że to nadejdzie tak szybko. Dzisiaj nawet człowiek, któremu się wydaje, że jest bardzo ostrożny (do internetu tylko przez tora, praca tylko na plikach TXT), nie może się czuć całkiem bezpieczny. Zwłaszcza, gdy zaczyna używać tabletów czy smartfonów, nawet z Androidem.
Pod wpływem tego spotkania naszła mnie ochota na odświeżenie Prodigy. Cóż, od strony muzycznej błyskawicznie to się jednak zestarzało. Od „Jilted Generation” przeskoczyłem do wczesnych singli, jak „Out of Space”.
A od niego do pierwozoru, „I Chase The Devil” Maxa Romeo i Lee „Scratch” Perry’ego, by odkryć, że ten się zestarzał dużo lepiej. Choć jest o 16 lat starszy, to jednak reggae po prostu zawsze brzmi na czasie. W odróżnieniu od muzyki, która trochę za bardzo próbowała być bleeding edge, jak techniawa lat dziewięćdziesiątych.
Zresztą nie tylko muzyka, także kino czy literatura. Dożyliśmy cyberpunka – i cyberpunkowe filmy są już nie do oglądania…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz